«

»

Wrz 02

Wydrukuj to Wpis

Pokochaj siebie…

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

 

1374102_534634469951432_1035781033_nWpadł mi dzisiaj w oko artykuł pt. ” 8 Magicznych Rzeczy, które zaczynają się dziać, jak zaczniesz kochać samego siebie”.
Przeczytałam dokładnie, zastanowiłam się nad jego słowami… niby nic nadzwyczajnego jak dla mnie, a jednak…
Myślę, że niektórzy mogą mieć zaraz taką refleksję ” E tam… łatwiej mówić niż zrobić”, ale czy na pewno? Faktem jest, że możemy mieć zaraz skojarzenia z narcyzmem, egoizmem, a to przecież nie są cechy dobrze postrzegane przez otoczenie. No właśnie… otoczenie… czyli kogo mamy na myśli tak naprawdę? Dlaczego o innych myślimy niemal autmatycznie a siebie spychamy dalej, niż na to zasługujemy?

Treść przytaczam niemal w całości:
* * *

„Nie ma większej miłości niż miłość do samego siebie.

Jak tylko zaczniesz przyjmować i akceptować w pełni siebie, takim jakim jesteś, będziesz w stanie przyjąć i zaakceptować w pełni świat, który jest wokół Ciebie.

Dajemy to, co mamy. Więc im więcej miłości masz dla samego siebie, tym więcej miłości będziesz mógł dać ludziom dookoła .

Prawdziwa miłość zaczyna się od Ciebie. Jeśli wypływa Ciebie obficie, powróci z równie wielką obfitością .

Dziś chciałabym podzielić się z Tobą listą 8 magicznych rzeczy, które zaczynają się dziać, kiedy zaczniesz prawdziwie kochać siebie:

1. Autentyczność

Gdy naprawdę zaczęłam kochać siebie odkryłam, że cierpienie i towarzyszące mu emocje są tylko znakami ostrzegawczymi – że żyłam wbrew swoim przekonaniom i wartościom. Dziś jest na odwrót i wiem, że to jest “AUTENTYCZNOŚĆ”.

2. Szacunek

Gdy zaczęłam kochać siebie zrozumiałam, jak bardzo mogę zranić i obrazić człowieka, jeśli na siłę staram się go zmienić. Tym bardziej, iż tą osobą… byłam ja sama. Dziś kocham i akceptuję siebie taką jaką jestem. I nazywam to “SZACUNKIEM” .

3. Dojrzałośćmilosc-do-siebie

Gdy zaczęłam kochać siebie, zaczęłam doceniać obecne życie. Zobaczyłam, że wszystko, co mnie otacza, zapraszało mnie do dalszego rozwoju. Dziś nazywam to “DOJRZAŁOŚCIĄ”.

4. Pewność siebie

Gdy zaczęłam kochać siebie zrozumiałam, że w każdej sytuacji jestem “w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie”. Wszystko dzieje się w dokładnie odpowiednim momencie. Więc jestem spokojna. Dziś nazywam to “PEWNOŚCIĄ SIEBIE”.

5. Prostota

Gdy zaczęłam kochać siebie przestałam kraść mój własny czas. Przestałam planować w detalach wielkie projekty na przyszłość, przestałam się nimi stresować. Dziś robię tylko to, co przynosi mi radość i szczęście. Robię je we odpowiednim dla mnie czasie i rytmie. Dziś nazywam to “PROSTOTĄ”.

6. Skromność

Gdy zaczęłam kochać siebie przestałam próbować zawsze mieć rację. Odkąd tak się stało, okazuje się, że miewam ją częściej niż przedtem ;) . Dziś nazywam to “SKROMNOŚCIĄ”.

7. Spełnienie

Gdy zaczęłam kochać siebie odmówiłam życia w przeszłości i przestałam ciągle obawiać się o przyszłość. Teraz żyję w danej chwili, w tu i teraz . Żyję każdego dnia, dzień po dniu. Nazywam to“SPEŁNIENIEM”.

8. Mądrość serca

Gdy zaczęłam kochać siebie zrozumiałam, że mój umysł może mi przeszkadzać. Może mi wmawiać, że nie czuję się dobrze. Kiedy podłączyłam się do mojego serca, także mój umysł stał się moim sprzymierzeńcem. Dziś nazywam to połączenie “MĄDROŚCIĄ SERCA”.

Jak wygląda Twój związek z samym sobą? Czy jesteś gotowy i chętny do tego, aby kochać siebie bardziej i bardziej każdego dnia? Co możesz zrobić DZIŚ, aby ruszyć w tym kierunku? Pomóż innym nieśmiałym duszom i podziel się swoją inspirującą historią lub komentarzem w sekcji komentarzy.”

Źródło. www.omsica.pl

* * *

Wszystko co jest napisane jest niebywale ważne, ale… pojawia się jak zwykle pewne ‚ale’. 
Mianowicie…. 
To jak będziemy traktować samych siebie, czy będziemy siebie kochać… akceptować, takimi jakimi jesteśmy czy będziemy wciąż z siebie niezadowoleni, wpajają nam od najmłodszych lat rodzice.
To oni kształtują naszą osobowość i nasz stosunek do wszystkiego co wokół, a przede wszystkim do samych siebie.
Będąc maluchem około 2-3 letnim jesteśmy chyba najbardziej zadowolonym człowiekiem w swoim życiu. Roześmiana buzia, absolutna akceptacja własnej osoby, swojego ciała… nie mała pomysłowość pokazująca naszym rodzicom, że jesteśmy genialni…  Może wynika to z tego, że nasz poziom percepcji jest jeszcze mocno ograniczony i nie dociera do nas znaczenie słów wypowiadanych przez dorosłych? Może…
Kiedy dorastamy i rozumiemy więcej… kiedy zaczynamy wchodzić w zgubny proces porównywania się z innymi dziećmi, już takimi spontanicznymi i zadowolonymi z siebie ludźmi przestajemy być.
Do tego dochodzi krytyka rodzicielska… ano właśnie…
Krytyka a krytykanctwo…. jakże cienka jest granica…

Krytyka musi być konstruktywna… „robisz to dobrze, jesteś dobry, ale zastanów się co mógłbyś tu zrobić lepiej?” – wówczas dziecko szuka, zastanawia się, próbuje dalej… a nie załamuje się, bo słyszy od najważniejszej osoby w jego życiu, że jest beznadziejne i wszystkiego czego tylko dotknie, to skopie, bo… on rodzic zrobiłby to o niebo lepiej.
Tak więc byśmy sami siebie akceptowali i kochali, bezwarunkową rodzicielską miłość i akceptację tego jakimi jesteśmy, musimy dostać od rodziców. To co wyniesiemy z domu jest jak dla mnie najważniejsze…

Po drugie szkoła…. kolejna kolebka naszej osobowości… wiele zależy tutaj od mądrości nauczyciela, by nie zgasić ciekawości, chęci i woli walki młodego człowieka.  To tutaj kształtuje się nasza wrażliwość na innych, zdolność do kochania ludzi, do pomagania im. To tutaj zaczynamy rozumieć jaką miłością obdarzamy rodziców, rodzeństwo, to tutaj czujemy jakże inny rodzaj miłości… do obcego człowieka, ktory wyidealizowany w naszych wyobrażeniach, jest dla nas kimś najwspanialszym z ludzi. To czas również, gdzie dojrzewając zaczynamy dostrzegać w sobie różne miłości… do matki, do rodziny, rodzeństwa, ale i do Boga… lub jak kto woli do absolutu. Brzmi może dość lakonicznie, ale niejednokrotnie tak jest w istocie. No i wreszcie… to tutaj rozpala się nasz patriotyzm, miłość do Ojczyzny.

No i to samo… na tym etapie równie ważnym jak przekazywanie wiedzy, jest akceptacja naszej indywidualności.

Poźniej studia… idziemy na nie niemal w pełni ukształtowani… jedni przebojowi, zdobywcy świata, w pełni akceptujący siebie ludzie, inni przestraszeni wszystkim co wokół, bez większej wiary w swoje umiejętności, a jeśli nawet takową mają, mają tak zaburzone postrzeganie siebie, że długo trzeba czekać by wyszli z muszli do świata i pokazali się mu jakimi są wartościowymi i wspaniałymi ludźmi.
Gorzej… jak tego nie dostrzegają…. 
Potem praca….. każdy dorosły wie jak jest… presja, układy, warunki zewnętrzne, na które nie mamy wpływu, szef… no i pęd, pęd, pęd. I to wieczne poczucie, że inni liczą na Ciebie, na Twoją niezawodność, na Twój potencjał.

Dochodzę więc do wniosku, że do takich 8 punktów trzeba w swoim tempie dojrzeć.
Jeśli nasza gotowość by je dostrzec zaistnieje gdzieś w okolicy 40 roku życia, nie jest z nami tak źle.

Caliente 🙂

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/zycie/pokochaj-siebie/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *