«

»

Lis 17

Wydrukuj to Wpis

Nowe cele…

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

cover-usmiechNo i stało się!!!! Wreszcie!!

Po niefortunnej „awarii” kręgosłupa sprzed miesiąca, dzisiaj po raz pierwszy wróciłam do aktywności fizycznej!
Jestem bardzo bardzo zadowolona, a nie będzie w ogóle przesadą jak powiem, że jestem szczęśliwa. Fizjoterapeuci na dzisiaj zaplanowali „uruchomienie mnie” i powiem szczerze, że szłam na te ćwiczenia z wielką obawą… nie że sobie nie poradzę, ale że znowu zacznie mnie boleć.

Po delikatnym rozgrzaniu mieśni, kiedy przyszło mi wykonywać najprostsze ćwiczenia i czułam zmęczenie mieśni… ogarnęła mnie złość, że tak się ze sobą pieszczę, że przecież to tylko dyskopatia, że ludzie po poważniejszych urazach i wypadkach wracają do sprawności fizycznej i formy, itd itd…. Im bardziej napływały mi do głowy takie mysli, tym bardziej czułam wstyd, że ja leżę, przenoszę nogi z boku na bok, robię to samodzielnie, bezboleśnie, a kilka metrów ode mnie, z pomocą fizjoterapeuty, maszeruje chłopiec, który nogi ma uzbrojone w szyny i… gdyby nie pomoc specjalisty, nie miałby szans na pionową postawę swojego wątłego ciałka… Wzrok tego chłopca zapamiętam na długo… przeszył mnie nim dwukrotnie, nie wiedziałam gdzie uciec z oczami… poczułam się dziwnie… dotarło do mnie po raz kolejny jak bardzo nie doceniamy tego co mamy!

Z rehabilitacji wyszłam zmęczona, czując spracowane mięśnie, ale… dzisiaj uwierzyłam bardziej niż do tej pory, że powrot do mojej dawnej kondycji jest możliwy i przede wszystkim realny. Wspaniałe uczucie, naprawdę!

Pełna optymizmu i wygłodniała jak wilk, wróciłam do domu, by poszaleć kulinarnie z jajecznicą z 3 jaj… na teflonie oczywiście. Smakowała jak nigdy. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam taki apetyt. I nie wiem czy to te jajka od wiejskich kur… czy może pozytywne moje nastawienie.

blondspok2Poczułam spokój i swoiste ukojenie… teraz czuję ból mięśni, bo nie ćwiczyłam prawie 2 miesiące, ale to taki fajny ból… taki jak lubię… bo zawsze wynika z niego, że mieśnie pracowały, nie leniły się, a ja wykonałam swoją robotę na 100%. Jutro, jak to po intensywnym wysiłku, będą zakwasy, ale… powitam je z radością, bo to dobry znak.  A tak swoją drogą… nie miałam zakwasów po treningach już długo… chyba z pół roku, albo dłużej, więc… najwyższy czas.

Pomyślicie może… wielka mi rzecz… ileż można pisać o powrocie do ćwiczeń?? A jednak można…

Zrozumie to ten kto ćwiczy, trenuje, biega, pływa… robi cokolwiek, by jego ciało było w dobrej kondycji i formie. Przez te niespełna 2 miesiące poczułam się źle nie tylko z powodu uporczywego i promieniującego bólu w kręgosłupie kędźwiowym… ale bardziej z powodu rozleniwienia mięśni i tzw. „zdziadzienia”, i fizycznego, i psychicznego – tak to odczuwałam. Co prawda nadal miałam wyprostowane plecy i prężny energiczny chód…, ale nie wyobrażam sobie, by taka sytuacja jak była teraz, miała trwać dalej. Naturalną potrzebą człowieka jest ruch, z pewnością nie stagnacja i jego brak, bo wowczas ciało ludzkie choruje, robi się jakby zardzewiałe, nienaoliwione… jak stary mechanizm, który lata całe stał na strychu.  A przecież to ruch usprawnia nam stawy , utrzymuje w dobrej kondycji więzadła, odżywia i dotlenia mięśnie, powoduje, że czujemy się pełni energii, wili życia i ochoty do działania…

Kilka godzin temu dowiedziałam się, że mój znajomy postawił sobie za cel wystartować w triatlonie. Zamurowało mnie dokumentnie… to jest dopiero wyzwanie! Do tej pory trenował sumiennie i startował w maratonach, co roku miał lepszy czas, pływa jak ryba…, jeździ na rowerze od lat… no i proszę… czemu nie sięgnąć po więcej? 

Rozmowa z nim, choć krótka, to dała mi do myślenia… 

Trzeba sobie wyznaczać coraz to nowe cele, podnosić poprzeczkę… zawsze to mówiłam.  Byle robić to mądrze, nie kozakować… nauczyć się cierpliwości w dochodzeniu do celu, bo droga na skróty zazwyczaj nie jest tą właściwą. Niby to takie oczywiste… a jednak często o tym zapominamy, tak jak zrobiłam to ja fundując sobie zbyt cięzki trening po miesięcznej chorobie, w wyniku którego doszło do przeciażenia kręgosłupa, od lat przecież nadwyrężanego.

Ale jak to zawsze mówię… lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na swoich, ale kiedy jednak już się popełni ten błąd…  pamięta się go długo… oj długo. Taki uczy chyba najlepiej .

 

Caliente

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/zycie/nowe-cele/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *