«

»

Lip 20

Wydrukuj to Wpis

Już wiem KIEDY

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

(…)

Wiem, że czekają mnie ciężkie lipcowe dni i ciężkie decyzje, czuję to normalnie każdego dnia w powietrzu, którym oddycham. Sunia tak bardzo zaniemogła, że jej bokserowe, prężne i wspaniale umięśnione ciało, coraz częściej bezwładnie leży na posłaniu. Żeby przejść kilkanaście metrów na wyjątkowo słabych nogach, chwiejąc się jak po zażyciu alkoholu w ilościach wcale nie małych, musi spać i regenerować siły. Może to kwestia jeszcze Luminalu…, może…, łudzę się jeszcze…, ale coraz bardziej dociera do mnie, że to ten cholerny przerzut nowotworowy do mózgu i … z tym już się nie wygra. W mojej walce napotykam na ścianę, a głową jej nie rozwalę. Bardzo nie lubię takich sytuacji, nie lubię się poddawać, mam naturę boksera, walczę do upadłego zawsze! Ale tutaj… będę musiała zachować się niestety jak człowiek – świadomość, że będę musiała odpuścić frustruje mnie wyjątkowo mocno. Bo czy zna ktoś odpowiedź na pytanie KIEDY???

Kiedy to zrobić, którego dnia tygodnia? O której godzinie?? Czy rano czy wieczorem?? Który dzień wybrać na ten ostatni? Jak się z nią pożegnać? Co jej powiedzieć? Jakimi słowami ją przeprosić, że odbieram jej życie?

Co poczuje Bary, kiedy Madzia nie wróci do domu? Już i tak dziwi go taki stan rzeczy, kiedy ona nie reaguje na dzwonek do drzwi, kiedy nie chodzi po domu i nie sprawdza gdzie on jest i co robi? Wczoraj psy snuły się po domu i dotykały się pyskami… czyżby się żegnały???

(…)

Kiedy 8 lipca pisałam te słowa, sytuacja była diametralnie inna niż dzisiaj. Minęło 12 dni… Madzia na przyjmowanym hormonie doszła do siebie, a Baruś… bardzo zaniemógł poprzedniej soboty i przez kolejne dwie doby jedynie leżał i ciężko oddychał, nie jadł…, nie pił… , nie wstawał.

We wtorek, w ten deszczowy i pochmurny wtorek 17 lipca, klęcząc przy nim jak co rano i podając mu wodę strzykawką, zobaczyłam, że płyną mu z oczu łzy – zrozumiałam… czas było się żegnać. Sunia nie odstępowała go od rana na krok, bardzo była zaangażowana w nasze zabiegi, wąchała jego, wodę w misce, strzykawkę z wodą, jakby się upewniała, że nic złego nie robimy. Stała i sapała tylko, zaciągając się jego zapachem. Była bardzo zainteresowana i przejęta.

Uszykowałam córkę do przedszkola, powiedziałam jej trzykrotnie, by pogłaskała Barusia, żeby mu smutno nie było bez niej i łkając w duchu zawiozłam ją do przedszkola. Po powrocie wysłałam sms-a do weterynarza z wiadomością, że czekam na niego w domu, bo z Barym jest źle i że to chyba dzisiaj. Nie byłam w stanie tych słów wypowiedzieć do słuchawki, nie mogłam!

Przyjechał… zadał mi tylko jedno pytanie „Czy mam Pani tłumaczyć co robię, mówić co i jak?” … NIE! Błagam… Ani słowa – odpowiedziałam.

Weterynarz założył Barusiowi wenflon do żyły… ucałowałam go w głowę i odeszłam na chwilę… wyjęłam paczkę wyschniętych na wiór papierosów, zapalniczkę i trzęsącymi się rękami podpaliłam go. Nie paliłam ponad 2 lata… zaciągałam się mocno i szybko, chciałam by dym odurzył mnie i zagłuszył wycie mojej duszy. Po chwili podeszłam… było po wszystkim… Baruś wyglądał jakby spał, ale spokojnie, bez ciężkiego oddechu.

Weterynarz odszedł widząc co się ze mną dzieje, a ja… kolana same zgięły mi się w pół i przylgnęłam do ciepłego jeszcze ciała mojego adoptowanego, ale mocno ukochanego Barego. Płakałam rzewnymi łzami wtulając się w jego masywną klatkę, która…. była nieruchoma!!! Co za dziwne uczucie… moje dłonie przylgnęły do jego ciała, serce nie biło!!! Spojrzałam na weterynarza, spuścił wzrok…

Nigdy w życiu nie zapomnę tej chwili…. nigdy!

A Madzia… co robiła Madzia pomyślicie? Dla mnie było to niesamowite… po poranku spędzonym z Barym, kiedy wszedł do domu weterynarz, poszła spokojnie na swoje posłanie pod schody i spokojnie usnęła! Spała do samego końca, kiedy wynieśliśmy Barusia z domu w jego obroży i w jego posłaniu. Żadnych pamiątek… żadnych przypominań… Tak łatwiej… Wyszedł z domu …. Nie ma go… Jest już gdzie indziej… daleko… za TM…

 

Ps. Może pomyślicie, że to masochizm co tutaj zrobiłam… ja jednak uważam inaczej. Usypiania własnego psa doświadczyłam po raz pierwszy, choć rozstawałam się już z kilkoma swoimi bokserami. Pomyślałam jednak, że moje doświadczenia i spostrzeżenia może będą komuś pomocne, bo jak się okazuje każdy przeżywa to na swój sposób, ale zawsze rodzi się w głowie pytanie KIEDY????

Kiedy to zrobić, którego dnia tygodnia? O której godzinie?? Czy rano czy wieczorem?? Który dzień wybrać na ten ostatni? Jak się z pożegnać? Co powiedzieć? Jakimi słowami przeprosić, że odbieram mu życie?

 

Caliente

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/zycie/juz-wiem-kiedy/

3 Komentarze

  1. zwrot podatku z norwegii

    Aż mi się łza w oku zakręciła… doskonale rozumiem co czułaś, przechodziłam przez to samo.Kiedy mój Dinuś odszedł wszystkich przepełniła pustka i smutek. Najlepszy pies i przyjaciel jakiego miałam!

  2. Luise Schaefer

    Someone quoted this blog post on Twitter, and I’m grateful I chose to take a peek!

    1. Caliente

      Yes, I know, Caliente also writes on Twitter 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *