«

»

Lip 30

Wydrukuj to Wpis

Cyber vs real…

5.00 avg. rating (99% score) - 2 votes

Minęło 10 dni, nie pisałam, nie byłam w stanie ani psychicznie, ani nawet fizycznie. Ci co piszą, wiedzą… w takich momentach przychodzi otępienie, jakby wypalenie emocji, porównywalne ze stanem po pożarze, typowe pogorzelisko emocjonalne, o tak… tak się czułam.

Dzisiaj po tych 10 dniach… czuję się trochę lepiej, choć stan zdrowia mojej suni nie polepszył się, ale widzę do czego to zmierza, następuje progresja choroby i … już się chyba pogodziłam z tym co ma nastąpić.

Takie traumatyczne wydarzenia wiele zmieniają, a i często również wiele pokazują, odkrywają przed nami, kroczymy dzień za dniem, jakby od nowa, jakby nowym już szlakiem, dotychczas zupełnie nieznanym, pojawiają się nowi ludzie, podający pomocną dłoń, wspierający dobrym słowem, obecnością, cierpliwością, zrozumieniem sytuacji. Powiem szczerze, że odczułam to bardzo namacalnie wręcz i bardzo tym osobom jestem wdzięczna – mam tutaj na myśli znajomych z FB z  grupy bokserowej – Wasza obecność i zainteresowanie sprawą i moim stanem jest wzruszająca i pokazująca mi nową jakość w kontaktach wirtualnych.

To jest siła cyberprzestrzeni właśnie, wirtual ma wpływ na real i to w stopniu dość znacznym. Wiedzą to Ci, co spędzają tu nieco więcej czasu niż pozostali, a tacy jak ja… to już w ogóle. Tworzą się cybersympatie, cyberprzyjaźnie, ale i cyberwaśnie, jak widzę już coraz częściej.

Cyberprzestrzeń – cyberzagrożeniem dla rzeczywistości? Hmm… noo… ciekawe co o tym myślicie, przecież wykorzystujecie cyberprzestrzeń z pewnością z nie mniejszą intensywnością niż ja. Choć są przypadki znane medycynie, ze można się zapędzić, oj można…, nie jeden Japończyk zginął śmiercią tragiczną popełniając cyberharakiri przed swoim ukochanym komputerem.

Żeby więc nie doprowadzić się do tego stanu, postanowiłam dać się ratować moim znajomym w realu, a mianowicie weekend spędziłam tak jak nigdy chyba, a już z pewnością lata całe świetlne temu, zakupki z córką, przymierzanie ciuszków, spacer w parku, zabawa przy parkowej fontannie, puszczanie baniek mydlanych, lody na patyku, dużo śmiechu i radości. Chwile takie beztroskie i naprawdę miłe zdecydowanie za rzadko gościły w moim życiu ostatnio, zapomniałam już jak smakują. I powiem szczerze, że był to relaks wyjątkowo udany, poczułam, że wypoczywam, że napięcie ze mnie spływa, troski się oddalają jak te mydlane bańki, które jak się przyjrzeć, mają w sobie mini bańkowy świat, każda identyczny, choć różnią się wielkością. Jedne większe i idealnie okrągłe, mieniące się w słońcu pięknymi kolorami tęczy, inne mniejsze, jakby cięższe, nie mające tyle siły by się wznieść, szybciej opadające.

I tak jest z naszymi marzeniami i celami… jak dostaną więcej poweru naszego, jak te bańki – więcej powietrza, to większa szansa, że dłużej będziemy się nimi cieszyć, zanim nam prysną na horyzoncie. Ale najważniejsze jest to, by to wszystko działo się w realu, bo cyberprzestrzeń jest dobrym miejscem na ucieczkę, wyciszenie, ukojenie swoich nerwów, albo i na szaleństwo jak ktoś tego potrzebuje, ale w samotności. Wtedy możemy tworzyć swoje kolejne światy jak koronkowe cyberserwetki dopracowane do najdrobniejszego szczegółu. Jednak to real daje to co najważniejsze – realne odczuwanie- to w realu słyszymy, czujemy, widzimy, wzruszamy się lub złościmy… tak…. to w realu…

 

Caliente


 

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/zycie/cyber-vs-real/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *