«

»

Cze 03

Wydrukuj to Wpis

Żyć zdrowo…

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

krewSkończył się maj…. zaczął się czerwiec…. kolejny miesiąc moich poszukiwań… poszukiwań odpowiedzi na pytanie co dolega mojej córce, no i zmian…. zmian przede wszystkim w diecie i sposobie funkcjonowania.

Przeszłyśmy  przez wiele lekarskich gabinetów, oczywiście prywatnie… zrobiłyśmy wiele różnych badań… między innymi krzywą cukrową, która miała odpowiedzieć na pytanie czy to aby nie początkowe stadium cukrzycy. W rodzinie zdarzyła się onegdaj ta choroba, więc… trzeba było sprawdzić, by nie przegapić czegoś, co diametralnie mogło zmienić życie dziecka. Okazało się, że poziomy cukru na czczo i po obciążeniu glukozą są w normie, ale… coś za coś…. glukoza jest w normie, ale co mnie zaskoczyło – kosztem 3-krotnie wyższego poziomu wydzielonej przez trzustkę insuliny. Wniosek – trzustka nie pracuje jak powinna, za dużo wydziela insuliny, obniżającej poziom glukozy we krwi, trzeba więc zmienić dietę, z ogówkiem w ręku podliczać ilość węglowodanów, zastopować słodycze. Według lekarza, córce grożą omdlenia z niedocukrzenia, jeden z objawów hipoglikemii reaktywnej  http://www.mojacukrzyca.org/?a=text&id=2370

No i jeszcze IgE…. czyli poziom Immunoglobuliny typu E, jest przekroczony lekko ponad dwukrotnie, czyli… teoretycznie wskazywałoby to na alergię wzięwną lub pokarmową…. i tutaj jednak niespodzianka…. odebrane wyniki testów nie wykazały alergii nawet w najmniejszym stopniu! No cóż… jak się dowiedziałam z najpopularniejszego w tych czasach źródła, czyli z netu, wyższy poziom IgE może wskazywać na choroby pasożytnicze lub nawet nowotwór w obrębie gardła lub uczu…… ech….. nie ma to jak być detektywem.

Czas więc porobić kolejne badania by wykluczyć pasożyty. Nic innego już nie przychodzi mi do głowy…. bo pokroić córce pięty nie pozwolę w imię eksperymentów z ciekawym przypadkiem medycznym 8-latki 🙁

Moja nadzieja, że wyniki w kierunku alergii dadzą nam odpowiedź na męczące nas pytania i dalsze badania nie będą już potrzebne, właśnie legła w gruzach… Dorosły może znieść wiele, ja wiem… ale dziecko… dziecko nie rozumie dlaczego zadaje mu się ból, wielokrotnie pobiera krew, a sam widok igły ze strzykawką, powoduje w nim sprzeciw, bunt i wolę ucieczki.

Przeszłam przez to w zeszły piątek przy krzywej cukrowej – krzyk, wrzask, nerwy, płacz i tryskająca krew po gabinecie zabiegowym – i to dosłownie!  Konia z rzędem temu, kto zachowa zimną krew, trzymając dziecko na kolanach, kiedy „niedobra” pielęgniarka usiłuje dobrać się do zgięcia łokciowego chudej rączki… ba! i to dwie pielęgniarki!! Miałam poważne obawy, że to się nie uda i szybciej we trzy, złamiemy dziecku rękę, niż ustąpi i wyprostuje, by szybko i naprawdę bezboleśnie (ale to wie tylko dorosły i to też nie każdy!) pobrać krew z żyły. No ale po niemałej i niekrótkiej szarpaninie, po moim teatralnym wychodzeniu z gabinetu, by córce uzmysłowić, że mam tego jej cyrku szczerze dość, udało się…. mała pumka się poddała, zadziałała psychologia.

Oby to był koniec…… oby… bo naprawdę nie jestem w stanie nic logicznego powiedzieć w momencie, kiedy duże przestraszone brązowe oczy mojej córki błagają mnie o litość… bym coś zrobiła, bym ją uratowała z tej opresji…. ech…

Zdjęcie-1308Piątek był dla mnie dniem katharsis… wiele spraw mi się przewartościowało, opadłam z sił i resztę dnia spędziłyśmy z córką beztrosko w ogrodzie puszczając bańki i choć nie jestem młodą już mamą, bawiłam się świetnie słysząc jej śmiech, widząc jej radosną buzię i zapatrzone oczy w kolorowy wysyp baniek. Tylko czasami była jakaś nieobecna… uśmiech znikał z jej twarzy i choć ciałem była w ogródku, duchem zdecydowanie była gdzie indziej. I tak do końca dnia… dopiero w weekend udało się wrócić córce do dobrej kondycji i to przede wszystkim dzieki Michalinie, która nie odstępowała jej na krok.

Życie jest jak ta bańka mydlana… jedna większa, druga mniejsza…. ale każda niezależnie jak duża i jak wysoko poleci, pęka… prędzej czy poźniej. Optymistyczne to nie jest, wiem…. ale przynajmniej ponownie przypomniało mi, że warto pamiętać o tym, że życie mamy tylko jedno, jak je przeżyjemy, zależy TYLKO i wyłącznie od nas, czy jesteśmy chorzy czy zdrowi, pamiętajmy o tym, że każdy dzień ma 24h i powinniśmy je tak spożytkować, by mieć odczucie, że to nie był czas zmarnowany. Nie marnujmy czasu swojego,  ale i cudzego… nauczmy się go cenić, szanować. Nie żyjmy schematycznie, bo schemat daje bezpieczeństwo, ale wbija nas w rutynę, zżerającą nasze poczucie szczęścia. Planujmy, doświadczajmy… póki zdrowie nam na to pozwala, póki kolejnego dnia łapiemy oddech, a nasze serce budzi się ze snu.

Nie marnujmy swoich dni, nie marnujmy dni naszych bliskich… nie wiemy ile czasu nam zostało, a żaden dzień z naszego życia nam się nie powtórzy, więc… jesli tylko zdrowie nam na to pozwala… żyjmy…

Zanim dopadnie nas jakieś choróbsko, zanim coś nam się popsuje i to na własne życzenie… bądźmy mądrzy i wykonujmy okresowe badania, nie przesadzajmy z tłuszczami, nałogami i nerwami. Ja wiem, że to się tylko tak pięknie pisze…. wiem…. z pewnością tak pomyśli większość z Was, ale… czy aby niewiedza jest lepsza od świadomości naszej ułomności? Czy gdybym wiedziała jak „dziurawy” mam kręgosłup, ćwiczyłabym tak intensywnie 5 dni w tygodniu na siłowni pod obciążeniami? Nie sądzę… wybrałabym raczej inną formę aktywności fizycznej, nie szapranie się z drażkami i hantlami. Jestem typowym przykładem mądrego Polaka po szkodzie, więc… uczcie się na moich błędach… nie popełniajcie swoich! Szkoda zdrowia…

W oczekiwaniu na wyniki testów alergicznych z krwi, wykonałam córce biorezonans magnetyczny, który wykazał nietolerancję wielu składników dotychczasowej diety, między innymi: pszenicy, żyta, krowiego mleka, czekolady, kakao, orzechów włoskich, pomarańczy, mandarynek, truskawek, miodu, czerwonej papryki, czerwonych winogron, ziemniaków, bananów, jak również i wieprzowiny. Lista dość długa, ale jak się okazało… możliwa do eliminacji z codziennej diety. Najgorzej, jak się okazało córka znosi brak ciasteczek lub innych łakoci, tak powszechnie dostępnych w każdym sklepie, no ale wie już, że może zastąpić swój przysmak figą, daktylem czy ananasem, więc…. dosłodzić się jest czym.

Mnie największy kłopot sprawiała eliminacja pieczywa żytniego i pszennego (zastąpiliśmy je orkiszowym) i przetworów mlecznych i mleka, trzeba było przejść na kozie jogurty, serki, fromage, mleko… wprowadziliśmy do diety, póki co eksperymentalnie, mleko sojowe… co prawda smak ma zupełnie inny, ale świadomość, że jest dla córki zdrowsze, wynagradza nam te „minusy”. Wszystkie kartonowe „soki” nie będące w najmniejszym stopniu sokami, zastąpiliśmy gotowanymi codziennie kompotami, z szuflady z przyprawami wyrzuciłam wszystko co „sztuczne”, nie używam już żadnych smakowitych fixów, nie podbijam smaku vegetą…

Moja kuchnia jest teraz prosta smakowo, lekko osolona do smaku, z użyciem pieprzu, świeżych lub suszonych ziół, natki pietruszki i lubczyku… i da się! I nawet kostki Knorra nie są potrzebne, by podbić smak grzybowej czy krupniku (Magda Gessler tego nie czyta…. uff…. )

Niebawem urodziny córki… i przyznam, że mam kłopot… jaki tort, jakie specjały, jakie smakołyki, jakie napoje…  no ale niebawem się wszystkiego dowiemy… teraz ćwiczymy cierpliwość.

Ps. Ponieważ testy alergiczne nie pokazały uczulenia na żadną z substancji z długiej listy, wróciliśmy do ukochanych przez nas truskawek, pieczywa na bazie pszenicy i kilku innych jeszcze produktów, ale… o wiele rzadziej je podaję córce…. nie mam do nich zaufania

 

Caliente

 

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/zdrowie-2/zyc-zdrowo/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *