«

»

Kwi 21

Wydrukuj to Wpis

Symbol odrodzenia i przemiany

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

” Wielka Sobota jest dniem radosnego oczekiwania. Tego dnia przygotowuje się święconkę, ozdobny koszyczek z jedzeniem, który święcimy w kościele. Nie może w nim zabraknąć jajek, które są symbolem narodzenia i nowego życia, baranka z cukru symbolizującego umęczonego Chrystusa, chleba, soli, wędliny, chrzanu, świątecznego ciasta. Święconkę spożywa się następnego dnia po rezurekcji (…)”

Zaczęłam cytatem na temat święconki, gdyż to ona jest dzisiaj bohaterem mojego posta. I raczej nie z powodów jakże oczywistych, kojarzących się każdemu z symbolami opisanymi powyżej, jajko, baranek, chleb…

Koszyczek ze święconką był dzisiaj bohaterem i niemym świadkiem dość zaskakującej przemiany, zaistniałej na wskutek ciągu zdarzeń, które wokół niego się toczyły. Ale po kolei…

Jak to w Wielką Sobotę, od rana było zamieszanie w kuchni, przygotowywanie, podgotowywanie, sprzątanie…, córka co rusz przypominała o kolorowych pisankach, które bardzo chciała zrobić, ale tylko takie, jakie sobie umyśliła… ruch, dialektyka, innymi słowy – zamieszanie na maxa.

Kiedy to do garnka z łupinami cebuli wstawiłam trzecią porcję jaj, bo poprzednie dwie popękały i wkurzyło mnie to niezmiernie, byłam pewna, że ta trzecia to już z pewnością musi się udać! Czas leciał nieubłaganie, a jak się później okazało, święcenie potraw w naszej parafii ksiądz proboszcz ograniczył do godziny 15.oo.

Moje zaskoczenie nie miało sobie równych, kiedy to około godziny 16.oo dowiedziałam się o tym fakcie! No i… co teraz??!!  Zapanowała chwilowa konsternacja, zrobiło mi się jakoś tak idiotycznie, dokładnie tak samo jak w dniu kolędy duszpasterskiej, kiedy to czekałyśmy w napięciu z córką na księdza, który… ominął mój dom i poszedł do dalszych sąsiadów. No i co? – zaczęłam sama siebie pytać w duchu – I co takiego się stało?? Świat się nie zawali, trzeba dalej gotować żur i zająć się szykowaniem mięsiw na niedzielę, o! No niby tak, ale… jeszcze nigdy nie zasiadłam do śniadania wielkanocnego nie mając święconki do podziału, więc jakoś tak…dziwnie…

Z konsternacji i chwilowego zawieszenia wybił mnie mój 22 letni syn, który właśnie myszkował po lodówce. Kiedy usłyszał, że w naszym kościele jest już „po ptokach” ze święceniem i kiedy zobaczył moją bezradność i niezbyt tęgą minę, natychmiast podjął decyzję – jedziemy do Warszawy!

W innych okolicznościach, odrzuciłabym jego pomysł, bo przecież było około 16-tej, a ja gdzie jeszcze z robotą!? Plan był inny, ja w spokoju miałam kończyć moje czynności przedświątecznie kuchenne, a reszta rodziny miała iść „się święcić”, a jednak…plany w mgnieniu oka zostały zmienione i to przez mojego syna, który dzisiaj miał swój dzień debiutów , sam dwukrotnie pojechał na zakupy i poradził sobie z nimi wzorowo, sam przygotował wyjątkowo smaczny deser – banany pieczone w cieście, z miodem i czekoladą, no i najważniejsze – sam podjął męską decyzję o szybkim wyjeździe nas wszystkich do Warszawy, by koszyczek ze święconką przeze mnie przygotowany, znalazł się w odpowiednim miejscu.

Po sprawdzeniu w necie, który kościół święci koszyczki po południu, pojechaliśmy do jedynego kościoła, który święcił pokarmy dzisiaj do 18.30, a była to Bazylika Św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Jechaliśmy z duszą na ramieniu, bo zapaliła się kontrolka rezerwy paliwa, a zatankować nie było czasu w stronę do Warszawy. Po dojechaniu na miejsce i szybkim zaparkowaniu w sąsiedztwie Grobu Nieznanego żołnierza, okazało się…, że miejsce do zaparkowanie wybrałam najgorsze z możliwych – o czym nie omieszkała mi powiedzieć Straż Miejska, która dzisiaj była litościwa i mandatu mi nie wystawiła. Nie było wyjścia – trzeba było przestawić auto w „bezpieczne” miejsce.

Szybkim krokiem podążaliśmy do kościoła i pomimo, że jak wspomniałam kilka postów wcześniej, w moim domu rodzinnym ortodoksyjnie wiary nikt nie wyznawał i nie praktykował, ja jednak święconkę w Niedzielę Wielkanocną jadłam i chciałam by tradycyjnie tak też się stało teraz. Skoro święconka symbolizuje odrodzenie… no to tym bardziej mi na tym zależało. A jak już widziałam zachowanie i reakcję mojego syna… i przed wyjazdem, i w trakcie, i po powrocie… wiedziałam, że dzisiejszy dzień dał mi to, czego często nie dostaje się nawet przesiadując bite dwa dni przy stole. Ja swoją Wielkanoc miałam już w sobotę. I bardzo mnie to cieszy, bo syn mój znany był mi do tej pory jako osobnik zbuntowany, nie angażujący się w sprawy domu. Dzisiaj po niefortunnej wymianie kilku zdań z ojcem, na temat sensu i istoty święcenia potraw, i ich jedzenia, zachował się bardzo na miejscu i bardzo dojrzale, mówiąc że nie to jest ważne w jakim kościele się poświęci pokarmy i jakie one w tym koszyczku będą, ale jeśli nazajutrz mamy świętować, to chyba koszyczek ze święconką jest tutaj najważniejszym symbolem dla każdego z nas, przynajmniej dla niego.

Nie będę w tej chwili zajmować się ideologią i słusznością tej tezy, wiem jedno – w sytuacji dla mnie kłopotliwej syn przejął inicjatywę, przez co pierwszy raz poczułam, że wychowałam go na mężczyznę. Wyjątkowo miłe uczucie.

Życzę szczerze każdej matce, by miała oparcie i pomoc w swoich dzieciach, szczególnie w synach, bo to oni – jak się dzisiaj przekonałam – dają wsparcie pewnością  siebie i typowo męską umiejętnością szybkiego rozwiązywania problemów.

 

Caliente

 

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/swieto/symbol-odrodzenia-i-przemiany/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *