«

»

Gru 06

Wydrukuj to Wpis

Mikołaj

5.00 avg. rating (99% score) - 2 votes

Dzisiaj Mikołaj… jak co roku o tej porze. I w sumie… to wszystko na ten temat, powiedziałby nie jeden.

Ale może zastanówmy się chwilę nad tym dniem… co on dla nas znaczy, jak go celebrujemy, czy umiemy się nim cieszyć jeszcze, czy dorastając zgubiliśmy tą świeżą i dziecinną radość? Jak zapamiętaliśmy Mikołaja z dzieciństwa, co nas cieszyło? No może to retoryczne pytanie pozbawione większego sensu, bo w czasach mojego dzieciństwa, to cieszyło mnie wszystko: i to, że już grudzień, i to, że już śnieg – bo ja pamiętam, że grudzień zawsze był zaśnieżony, i to, że niebawem będą na stole królowały wspaniałości, ale wcześniej…, w domu zapanuje niesamowicie czarodziejski czas, który mógłby trwać i trwać…, zapanuje świąteczne podniecenie, sprzątanie gruntowne, z trzepaniem dywanów na śniegu, pastowanie parkietów, pranie firan, wypełnianie domu zapachem mięs, kiełbas, szynek, boczków, chrzanu mieszanego z tartymi buraczkami, później nadejdzie czas na rytuał pieczenia ciast, gdzie każdy za stołem niecierpliwie czekając na włożenie palca do michy z masą sernikową, będzie się licytował jeden przez drugiego, że to on będzie mamie przytrzymywał makutrę i tłuczek…, i że dzień za dniem coraz bliżej święta i choinka – a pod nią prezenty takie nieoczekiwane, zawsze będące tajemniczą zagadką i zagadkową tajemnicą, bo przecież nie pisywało się listów do Mikołaja, on przynosił pod choinkę zawsze to co sam uważał, powodując niesamowitą radość i atmosferę przepełnioną szczęściem i spełnieniem. Hmm… jakie to wspaniałe pachnące sernikiem z rodzynkami wspomnienia…, a już nie wspomnę o aromacie arakowego makowca, ech… co za wspaniałości! 🙂

Miałam o Mikołaju… no tak… poniosło mnie oczywiście, ale chyba rozumiecie…, te wspomnienia wciąż na mnie działają. I właśnie do mnie dotarło, że… moje dzieci niestety nie będą ich miały. Dlaczego? Hmm… długo by pisać… ale przede wszystkim dlatego, że teraz w czasach zwanych w skrócie „fast”, nie ma czasu na celebrowanie świąt i przygotowania do nich, dużo się pracuje, szybko się odpoczywa, nie przebywa się zazwyczaj w domu, nie tworzy się tej atmosfery tygodniami przed Wigilią, tylko w ostatniej chwili się wszystko „załatwia”, szynkę kupuje się po drodze z pracy, ciasto również…, prezenty… kolejnego dnia się „zalicza” lub ostatni weekend przed świętami się poświęca na polowanie prezentowe, i czyni się to z takim poczuciem przegranej…, czując się pokonanym przez święta i ich dyktat. Ale przecież my to lubimy…, no chyba, że się do tego przyzwyczailiśmy, do tego wszechobecnego dyrektoriatu atmosfery Świąt Bożego Narodzenia i to wchodzącej do naszych mózgów już nazajutrz po Święcie Zmarłych. 

No… przekonana to ja nie jestem tak bardzo czy faktycznie my to lubimy…, bo odczuwam wiele lat już jakiś przesyt tym komercyjnie kapiącym ideałem świąt i dobrobytem wszechogarniającym mnie w centrach handlowych. Z pewnością to norma… oby… żyję w nadziei. Bo… „co za dużo to i świnia nie zje” – jak to moja babcia mawiała.

No dobrze… ale gdzie ten Mikołaj co miał być live-motywem? Hmm… niech się zastanowię…

Mikołaj… postać obiecująca spełnienie dziecięcych marzeń i pragnień, pod warunkiem bycia grzecznym. No i wszystko byłoby ok, ale… czy dzisiejszy Mikołaj nie ma trudniejszego zadania żyjąc TU i TERAZ?? Przecież dzieci mają tak przebogatą wyobraźnię! Pomaga im w tym telewizja, a przede wszystkim internet. Dzieci mają wszystko w zasięgu kliknięcia myszką, więc…  . Czy to aby na pewno dobrze? Jak zaspokoić w takiej sytuacji rozbuchany apetyt dziecka na zabawkę?  No i… wpadłam sama we własny dołek, bo zatoczyłam koło i doszłam do „tematu rzeki”. I jak go nie skończę teraz… czuję, że utonę… bo nie jednemu już przyszło zmagać się z taką polemiką.

Reasumując…Mikołaj zmienił się tak jak zmieniły się czasy w jakich do nas przychodził. Albo przynosi prezenty na 6 grudnia, albo na Gwiazdkę nas odwiedza i pozostawia pod choinką podarki. To jest oczywiste i bezsporne. Najważniejsze jest jednakowoż to, żeby wspomóc nasze dzieci i wytworzyć atmosferę tajemniczości, oczekiwania i napięcia, by rozmawiać dlaczego i za co te prezenty on im przynosi, a czym grozi bycie nieposłusznym – rózga znaczy…

Dwa lata  temu  przyszło mi odbyć taką pierwszą rozmowę z moją 6-letnią wówczas córką. I powiem Wam…, że słuchała niezmiernie pilnie, analizując swoje niekiedy psotne zachowanie. Najbardziej uradowała mnie jej myśl końcowa:  „Mamo…, ale Mikołaj da mi czekoladę jak się przyznam do czegoś co zrobiłam i prawdę powiem?” 🙂

Dzieci są naszą nadzieją… pamiętajmy o tym. One mają takie oprogramowanie w głowach, jakie my im „wgramy” – mądrze więc posługujmy się takimi „narzędziami” jakim jest np. Mikołaj.

Caliente

 

 


 

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/swieto/mikolaj/

1 komentarz

  1. Benia

    No dokładnie – to my w większości „wgrywamy” oprogramowanie naszym dzieciom.
    To od nas zależy w dużej mierze czy nasze pociechy będą sie cieszyły z każdej drobnostki, którą przyniesie im Mikołaj, czy będą miały nieposkromiony apetyt na coraz więcej, drożej i oczywiście wprost z najnowszej reklamy w tv.
    To samo z tradycją przedświąteczną. Tutaj też wiele zależy od nas samych. U mnie w domu, pomimo zapracowania i tak pachnie przed świętami pieczonym mięsem, sernikiem, makiem, choinką!….tylko pastą do podłóg przestało pachnieć, bo na to już mi brakuje czasu 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *