«

»

Cze 01

Wydrukuj to Wpis

Dzień Dziecka w plenerze

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

Dzień Dziecka jw plenerze…

Ponieważ mieszkam niedaleko pięknego miejsca, jakim jest Zespół Pałacowy w Jabłonnie i właśnie tam gmina tamtejsza zorganizowała festyn na tą okoliczność, postanowiłam zrobić dziecku memu 6 letniemu, przyjemność i niespodziankę, i zabrać je na festyn.

Festyn jak festyn…, od rana odwiedzany przez rodziny całe, atrakcji dla maluchów trochę było, ozdobne malowanie twarzy, zajęcia z ciastoliną na stoisku przedszkolnym, dmuchane zjeżdżalnie, trampoliny, objeżdżanie kucyków, jakby z lekka wyalienowanych, przejazd dorożką jakby żywcem przeniesioną z bajki o Kopciuszku… – cena zaporowa, litości! 30PLN za osobę!!!,  przejażdżka rajdowym Porche – dużą się cieszyło popularnością auto, oj dużą! I to nie tylko dzieciarni płci męskiej. Nie można było oczu od niej oderwać, kierowca „bączki ” kręcił, silnik rasowo mruczał, porykując niekiedy, ech…

Do tego typu atrakcji doszły punkty stałe, na każdym festynie się znajdujące, czyli stoiska z chińszczyzną, znaczy z zabawkami pochodzenia chińskiego, z balonami co wzrok przyciągają i dzieciarnię cieszą (już zwykłych się nie uświadczy, w ładnych żywych kolorach, toż to takie nudne…, muszą być koniecznie z cienkiego plastiku z nadrukiem Disney’a, by kosztowały nieludzkie pieniądze – no ale jak tutaj pociesze nie kupić, skoro aż podskakuje do Kopciuszka czy Barbie…, wata cukrowa, popcorn i prażynki, gofry z cukrem pudrem i frużeliną, jedyne 5PLN/szt., już nie wspomnę o stoisku z grillem, które odymiało aromatycznym dymem i przyzywało na kiełbaskę czy karkówkę, za jedyne 10PLN/szt!!! No ale jak tutaj nie dać? Skoro to tak pachnie, że aż ślinka cieknie.

Jak to się mówi – i mydło i powidło, bo nie zabrakło również wozu Straży Pożarnej miejscowej, trzech modeli wciąż żywych i jeżdżących motocykli, na których można było dziecku fotkę zrobić, sprzedawanych wprost z samochodu różnej maści wiatraczków i aplikatorów baniek mydlanych, jak również archaicznych już kapiszonów, co hałas wybuchowy co rusz i swąd siarkowy robiły. Nie było tylko piłeczek na gumce (starszym czytelnikom nie trzeba przypominać, młodszym tłumaczę, że były to piłeczki ręcznie formowane w kolorowych folijkach, przypominające swoim wyglądem często spłaszczony globus i zawieszone były one na cienkiej gumce, pozwalającej na odbijanie piłeczki w dół i jej powrót z powrotem do dłoni.

Nie było również obwarzanków na sznurku…, ani tych dużych miękkich i bardziej sypkich, ani tych małych – twardszych, lekko słodszych w smaku. Czego mnie osobiście jeszcze brakowało? Może gumy balonowej Donald, która to w takich okolicznościach, w moich czasach była rarytasem i ewidentnym dowodem na to, że „na zachodzie to jest wszystko, nawet gumy balonowe Donald!”

Przez całą imprezę „sączyła się” muzyka, dziwnie jakoś nie przyciągająca rytmami głównych adresatów festynu, bo zamiast „nieśmiertelnej” Natalii Kukulskiej ze swoim „Puszkiem Okruszkiem” puszczano na żywo muzykę miejscowej młodzieży, niekiedy nawet dość hard rockową, dla zdecydowanie przynajmniej gimnazjalnego odbiorcy, którego na festynie z oczywistych powodów nie było. Bo który szanujący się gimnazjalista chadza jeszcze na takie imprezy???

Ogólne wrażenie  – no cóż, gdyby nie miejsce wyjątkowej urody, impreza nie miałaby nic nadzwyczajnego do zaoferowania, bo wszystko to co widziałam tutaj, było lub będzie na każdej kolejnej imprezie plenerowej, typu Dni Jabłonny czy Dni Legionowa lub każdego innego miasta.

 

Czy organizatorzy na pewno myśleli o atrakcjach dla dzieci? A jeśli tak, to czemu nie zaprosili artystów tworzących dla dzieci, jakiegoś teatrzyku, by skupić przed sceną uwagę dzieci…, wówczas może nie ciągałyby dziadków, babci i rodziców również, od stoiska do stoiska, w poszukiwaniu kolejnego pistoletu z plastiku, czy peruki z anielskimi blond lokami? Czy imprezy plenerowe organizowane są dla klienta, tym razem było nim DZIECKO, czy dla handlowców i ludzi z branży?? Hmm… bo jakoś mi się wydaje, że to drugie. Komercja na pierwszym miejscu i co gorsza, w średnio dobrym stylu.

Aaa… zapomniałam… 5 minut skakania na trampolinie z tłumem dzieci jednocześnie, za jedyne 5PLN.

Reasumując – jakby chciał dziecku wszystkie atrakcje zapewnić, i to niezbyt wyszukane w sumie, trzeba wydać około 200PLN.    Ni pojadł, ni popił, ni po….patrzył… . Nie licząc dorożki bajkowej i rasowego Porche. To może już za te pieniądze wybrać się do równie komercyjnego kina, gdzie popcorn jest również wszechobecny i równie drogi…

Caliente

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/swieto/dzien-dziecka-w-plenerze/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *