«

»

Sty 21

Wydrukuj to Wpis

Dzień Babci i Dziadka

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

dzień bab i dziad121 – 22 stycznia… Dzień Babci i Dziadka – Wszystkim Babciom i Dziadkom składam szczere życzenia zdrowia, długiego życia, pomyślności, zadowolenia z wnuków i..  bardziej przyjaznej rzeczywistości.

Zastanawiałam się w jakim klimacie napisać te kilka słów, bo mam wrażenie, że rzeczywistość moich dziadków (niestety oboje już są tam, po drugiej stronie), a ta dzisiejsza są tak odmienne jak noc i dzień. No chyba, że mi się tylko wydaje. A jaka będzie kiedyś moja rzeczywistość, jak moje wnuki zapamiętają mnie jako babcię?? Oto jest pytanie…

Święta te zapamiętałam z dzieciństwa jako wyjątkowo miłe dni. Szłam do Dziadków z życzeniami, z własnoręcznie wykonaną laurką, kwiatkami, później jak podrosłam – z jakimś drobiazgiem, mniej lub bardziej Im przydatnym. Lubiłam te wyprawy do Babci i Dziadka, bo wchodząc do Ich mieszkania, przenosiłam się do świata zupełnie mi nieznanego, co za tym idzie fascynującego i intrygującego. Wchodziłam na drugie piętro bloku z lat 50-tych, mającego grube mury i wygodne niskie stopnie klatki schodowej, po lewej stronie pod drzwiami z nr7, leżała wycieraczka drucianka, specyficznie skrzypiąca, kiedy się na nią stawało. Po naciśnięciu owalnego przycisku dzwonka odzywał się gong „ding dong – ding dong!” – jedno naciśnięcie wystarczyło by babcia moja – osoba dość drobnej postury i wyjątkowo dobrym słuchu, szybkimi energicznymi kroczkami przemieściła się korytarzem do drzwi wejściowych, starym zwyczajem patrząc w wizjer, sprawdziła kto to może być u licha i zdecydowanymi ruchami nadgarstka „ciach, ciach” przekręciła czarne pokrętło górnego zamka w drzwiach. Po chwili otwierały się szeroko drzwi i witał mnie jej szeroki serdeczny uśmiech, a po zamknięciu drzwi i wszystkich możliwych zamków, czułości, tulenia i całusów nie było końca…

Wówczas zaniepokojony dzwonkiem i ciszą nagłą, wychodził ze swojego pokoju mój Dziadek  – pan niezbyt wysoki, ale dobrze zbudowany, wychodził tylko kilka kroków i stawał w oczekiwaniu na to, aż Babcia puści mnie w końcu ze swojego uścisku i pozwoli iść dalej. Kiedy wyściskana i wycałowana przez Babcię, przywitałam się również z Dziadkiem, Babcia szła do kuchni i przygotowywała mi tradycyjnie ciepły kubek soku malinowego z wodą, a z szafki kuchennej wędrował na talerzyk rumiany i słodziutki pan pączek.

Po powitaniu i słodkim poczęstunku, przychodził czas na zwiedzanie dziadkowej pracowni malarskiej, sypialenka Dziadka była dla mnie zupełnie zaczarowanym i kolorowym miejscem, gdzie stały sztalugi, na stoliku leżały farby i pędzle, kawałki bezładnie rozrzuconych ściereczek do wycierania pędzli…, według Babci panował tam chaos i wieczny nieporządek, ale Dziadek niewiele sobie robił ze słów Babci klarującej Mu często autorytatywnym tonem, żeby w końcu dorósł i zaczął porządkować swoje rzeczy!

sejmik-bociani-piotr-warcholJak się domyślacie, Dziadek przyjmował te słowa z uśmiechem i nie przerywając opowieści o swoich ostatnio namalowanych dziełach, wskazywał mi je ręką. Wisiały na ścianie, stały na sztalugach lub oparte o ścianę na podłodze. Ten niewielkich rozmiarów pokój, dzięki obrazom Dziadka stawał się zupełnie nieograniczoną bezkresną przestrzenią, którą tak bardzo lubiłam odwiedzać. Przenosiłam się na polany leśne, byłam świadkiem sejmików bocianich, słyszałam szczek i ujadanie myśliwskich psów, w pogoni za lisem…, słyszałam jak szumi listowie dębów i widziałam kołyszące się majestatycznie strzeliste sosny. Mogłam w jednej chwili z lasu przenieść się na brzeg jeziora, w ciepły pochmurny dzień, a kiedy zrobiłam krok dalej… słyszałam szum fal morskich, rozbijających się o brzeg, pięknie odbijających zachodzący owal słońca.

A kiedy Dziadek zamykał drzwi, by płynąca rzeka babcinych słów nie przeszkadzała nam w naszej podróży, na ściance za drzwiami ukazywały się Syreny… , piękne, krągłe, zażywające kąpieli nie tylko wodnej, ale i księżycowej. Były niezwykle piękne, siedziały na skałach nadmorskich, całe w niebieskawej poświacie księżycowego światła. To były Dziadka oblubienice, co bezsprzecznie irytowało Babcię. A już to, że Dziadek pokazując mi je, definitywnie mnie deprawuje, rozdrażniało Babcię do żywego.


I tak działo się latami całymi… dokąd żyli moi Dziadkowie – niby normalni, zwykli jak wielu w tym wieku ludzi, ale dla mnie absolutnie niepowtarzalni i jako jednostki i jako para.

Dbajmy o naszych Seniorów, nie tylko w dniu Ich święta Kochani… , a kiedy odejdą pielęgnujmy wspomnienia o naszych Babciach i Dziadkach. To jedyne co nam po Nich zostanie na resztę naszego i naszych dzieci życia. A jak ktoś ma tyle szczęścia co ja… będzie mógł patrzeć na obrazy dziadkowe jeszcze nie raz, nie dwa…

 

Caliente


 

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/swieto/dzien-babci-i-dziadka/

1 komentarz

  1. wacław

    Wspaniale opisane wspomnienia z dzieciństwa. Piekny i ujmujący szacunek do dziadka i babci. Podziwiam …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *