«

»

Lis 01

Wydrukuj to Wpis

Dopóki żyją…

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Pierwszy raz zetknęłam się ze śmiercią kiedy miałam 10, może 11 lat – zmarła w tragicznych okolicznościach moja babcia, mama mojego taty. Przysnęła i już się nie obudziła, nie pozwolił jej czad. Gdyby nie to, że wokół mieszkania babci kręciła się Milicja, byłoby to dla mnie oczywiste, w końcu miała już swoje lata. Do świadomości dziecka jakim wówczas byłam, docierało jednak to, że babcia już nie przyjdzie do nas w tiulowej chustce na włosach i nie wyjdzie z moim najmłodszym bratem na spacer… 

Mijały lata…, w rodzinie pojawiali się nowi jej członkowie, rodziły się dzieci…, śmierć cierpliwa i łaskawa…, omijała moją rodzinę i rodziny moich przyjaciół.

Kiedy skończyłam liceum i wyjechałam w świat na nauki, dotarła do mnie tragiczna wiadomość o śmierci mojego przyjaciela z dzieciństwa, kumpla z podwórka, z tej samej klatki bloku w którym mieszkałam, z tej samej klasy szkoły podstawowej – Pawła.  Było to tak irracjonalne dla mnie zdarzenie, że musiałam sprawdzić tą złą nowinę u źródła, zadzwoniłam do mamy Pawła, bo przecież to musiała być jakaś pomyłka i z pewnością da się to jakoś wyjaśnić!  Kiedy w słuchawce telefonu usłyszałam jej zbolały i zmatowiony głos…, byłam pewna, że to niestety nie jest pomyłka. Kilka słów potwierdzenia, spowodowało we mnie tak wielką rozpacz, że lata całe musiałam ją w sobie nosić. Nie mogłam zrozumieć jak to się mogło stać, przecież on miał niespełna 20 lat, to niemożliwe, żeby ludzie w takim wieku… .
Ze śmiercią Pawła pogodziłam się wiele lat po jego odejściu. W 11 rocznicę jego śmierci pojechałam na jego grób i tam łkając do fotografii, pożegnałam się z nim na zawsze…
Wydarzenie to dało mi do myślenia i przeraziło mnie na tyle, że postanowiłam dbać o swoich Przyjaciół jeszcze mocniej i wyraźniej im to okazywać.

Kiedy po latach, nagle zaniemógł mój Dziadek, byłam niezmiernie zadziwiona, bo przecież był on dla mnie okazem zdrowia, specyficznego przewrotnego humoru, mocno drażniącego babcię – ku jego uciesze zresztą… . W rodzinie ogłoszono alert – Senior rodu potrzebuje pomocy, w ciągu kilku dni męscy członkowie rodziny oddali kilka litrów krwi w razie potrzeby przeprowadzenia operacji ratującej życie. Zaskoczenie personelu szpitala było niezmierne i widoczne gołym okiem. Wyrażano swój podziw za umiejętność mobilizacji rodziny rozrzuconej przecież po całej Polsce!  Ale niestety… transfuzje nie pomogły… , za niespełna 3 tygodnie żegnaliśmy Dziadka.

smutekTa śmierć pokazała mi, że nasze życie tak jak wszystko, zaczyna się i kiedyś kończy. Ale najważniejszą rzeczą jest to, by je przeżyć świadomie, z pełną odpowiedzialnością za swoje czyny, jak i z poczuciem misji, jaką ma się do wykonania. Dziadek mój lata całe malował obrazy, był pejzażystą. Oprócz tego był myśliwym i miłośnikiem przyrody, ożywionej i nieożywionej, co utrwalał na swoich obrazach. Już nie wspomnę o innej miłości, którą okazywał na swoich pełnych posągowego piękna aktach. Bez wątpienia… dziadek mój kochał Życie… oj tak…

Za niedługo, zmarła moja ciocia… kobieta w moich oczach wyjątkowa– pełna życia, charyzmy. dostojności, dumy i niezaprzeczalnego seksapilu. Czarne loki włosów niesfornie spadały na jej niesamowite oczy, jedno brązowe, drugie zielone, a niski głos rozbrzmiewał żywiołowym śmiechem.  Zmarła po ciężkiej chorobie…

Kolejna smutne rozstanie – mój tata… . Ta śmierć była dla mnie czymś nie do końca zrozumiałym, bo jak mógł odejść w wieku 54 lat człowiek, którego znałam całe moje życie?? Kto czesał moje włosy w warkocze, kto wrzucał nam do skarbonek brzęczące złotówki, kto gotował nam niedzielne obiadki, pilnując by talerze były opróżnione do końca, kto robił kiełbasy na święta, tak mocno aromatyzując nasz dom zapachem wędzenia… . Nagle to wszystko stało się historią. Kiedy po latach to wspominam, żałuję, że już nie wejdzie do mojego domu z uśmiechem na twarzy i nie przywita się ze swoją wnuczką, którą kochałby bardzo mocno.
Największy cios jednak przeżyłam w zeszłym roku – w lutym odeszła moja Babcia, osoba bardzo ważna w moim życiu, nestorka rodu niepodzielnie dzierżąca berło autorytatywnej władzy, kreująca rzeczywistość i postawy w rodzinie, potrafiąca swoją osobą zaspokoić wiele potrzeb, a wśród nich, te najważniejsze – potrzebę miłości, akceptacji i zrozumienia. Odchodziła powoli, jakże godnie…, udzielając nam ostatniej lekcji, jaką mogła – lekcji umierania…

Mam nadzieję, że w takim dniu jak dzisiejszy, z sympatią wspominacie naszych zmarłych, chowając urazy i niezbyt miłe chwile, jakich w życiu każdego z nas było z pewnością więcej niż byśmy sobie życzyli.

Weźmy pod uwagę jednak to, że życie jest tak kruche…

Kochajmy i nie wstydźmy się tego okazać…, póki czas…

Caliente

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/swieto/dopoki-zyja/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *