«

»

Maj 25

Wydrukuj to Wpis

Boksery – moja miłość, życie, pasja…

5.00 avg. rating (99% score) - 3 votes
Boksery są moją pasją od dzieciństwa.  Rozbudził ją we mnie mój tata, długimi opowieściami o swojej suni Korze, która to…….itd…
Mój pierwszy własny, prawdziwy bokser spowodował, że poczułam się nobilitowana, wyróżniona, jakby lepsza, a przede wszystkim szczęśliwa.  Było to dla mnie zupełnie nieprawdopodobne mieć swojego własnego psa, gdyż do tego momentu znałam je tylko z kart atlasu z psami, wszystkie rasy z węgierskim Komodorem włącznie! Interesuję się kynologią od lat już, czytam, obserwuję, ale od ponad 26 lat kocham, pielęgnuję i jakby chcieć zamknąć jednym słowem całość czynności, mogę użyć sformułowania – współżyję, współistnieję z nimi. Moje życie bez nich nie byłoby pełne, radosne i szczęśliwe.
Boksery to moje życie odkąd pamiętam – pierwsza moja żółta sunia – Kora była spełnieniem dziecięcych marzeń, dostałam ją od taty, który położył mi maleństwo do łóżka i nagle coś mnie zaczęło budzić małym mlecznie pachnącym języczkiem. Dałam jej imię po osławionej suni taty, która w tęsknocie za nim, kiedy wyjechał do wojska, płakała, płakała, aż usnęła wiecznym snem.
Druga moja, również  żółta Tonia – kupiona za pierwszą moją zarobioną pensję w życiu, spała w łóżku pod kołdrą i wskakiwała gościom na kolanka – rozbestwiona bardzo! Nasza Antonina… w wieku 3 lat zginęła poturbowana pod kołami samochodu dostawczego marki Żuk – obrażenia wewnętrzne. Usnęła z moją ręką pod głową…
001-001Trzecia Dina – karna, posłuszna, jasna –  wręcz biszkoptowa, już lekko szkolona, wielka podróżniczka i przyjaciółka mojego synka – zeżarł ją rak. Podjęłam wszelkie kroki by ją ratować, lekarze, lekarstwa, pigułki, zabiegi… Umówiłyśmy się – ona i ja, że ulżę jej cierpieniom, kiedy rak zaatakuje mózg i ogonek nie będzie się ruszał na mój widok, tzn nie będzie mnie już poznawała i wówczas da mi znak. I dała… któregoś sierpniowego dnia dała – polizała moją twarz i zaczęła wyć takim mózgowym dźwiękiem, że wiedziałam już, że to ten moment.
OLYMPUS DIGITAL CAMERATeraz jest pręgowana z białymi znaczeniami Mata Hari – czwarta sunia – pojawiła się u mnie 1 rok i 1 dzień po śmierci Diny! Prawdziwa alfa i indywidualistka, po szkoleniu PT I , niezłomna i bardzo odważna, nie boi się niczego. Kupiłam ją mającą już 10 miesięcy, młodziak uparciuch! Ja ją układałam, a ona mnie!! Najbardziej utytułowana, medalistka, pochodząca z hodowli Box-Star. Moja wielka przygoda z wystawianiem i rywalizacją na ringu. Uzyskała ocenę hodowlaną, ale niestety miotu się nie doczekała.
Jest też pręgowany chłopak Barry (Harry) – adoptowany, a raczej przysposobiony, bez rodowodu, błąkał się pod lasem wyrzucony przez złych ludzi – wielki wojownik, musiał dużo przejść. Nie raz na spacerze gonił motocykle, jakby w nadziei, że może tym razem to jego były pan… W złości i frustracji wdawał się w konflikty z okolicznymi psami, a owczarki niemieckie… działały na niego wyjątkowo alergizująco! Kiedyś z łąk za domem wrócił tak „zmaltretowany” i obolały, widać było świeże ślady walki – facet. Później karnie się leczył, pokazywał łapki dziurawe pogryzione, oczekiwał pomocy i okazywał skruchę – facet.
OLYMPUS DIGITAL CAMERAPrzy zestawieniu dwóch takich indywidualności, musiałam zaprowadzić w domu rygor i wprowadzić środki ostrożności, gdyż dochodziło do spięć i ostrych akcji. Do suki dominującej doszedł wielki wojownik, psy były już dojrzałe, to było ryzyko, ale je podjęłam. Te dwa boksery Mata Hari i Barry, nauczyły mnie więcej niż tamte przytulanki, ale kochałam je wszystkie tak samo. Tym nieco inaczej to okazuje, gdyż są o siebie zazdrosne. Codzienna porcja pokory i nauki , dla mnie oczywiście…
To jest mój świat, który teraz nabrał dla mnie zupełnie innego wymiaru.  Otóż…  przedwczoraj dołączyłam do nowo powstałej grupy na Facebook’u, gdzie jednoczą się sympatycy mojej ukochanej rasy.
Wspaniali ludzie, o wielkich sercach i podobnym sposobie postrzegania świata – poczułam się jak wśród Przyjaciół 🙂
Udostępniają fotki ze swoimi pupilami, z których emanuje ciepło i miłość, a służy to nauce tolerancji i szerzeniu informacji o tej rasie.
Grupa „bokserowa” jest bardzo związana ze swoją rasą, to widać już gołym okiem. Fascynacja naszymi pupilami jest wielka i bezgraniczna. Jest nas tylu, że spokojnie mogli byśmy wejść do Sejmu jako ugrupowanie polityczne. Ja jednakowoż wciąż martwię się tym, że ta miłość i energia skupiona wokół bokserów nie chroni ich przed złem. Przypadki można mnożyć. Wystarczy kliknąć na Fundację Boksery w Potrzebie – to jeden przykład tylko. Wciąż zachodzę w głowę co można więcej? Co można bardziej efektywnie? Po bardzo wnikliwym zapoznaniu się z przypadkiem powieszonej suki bokserki spod Skierniewic, podjęłam decyzję, że żeby nie było takich przypadków więcej (mam nadzieję!), będę naglaśniała jak i gdzie tylko mogę takie przypadki, i  będę tak jak umiem najlepiej, otaczała boksie miłością i dobrem z tej miłości płynącym.

 

A skoro już wspomniałam o „Boksiowej Grupie Wsparcia” …. powiem Wam coś… – kiedy po 7 latach odeszła w dużym cierpieniu moja sunia Dina, moja dusza wyła i żałoba nie miała końca. Żeby choć trochę ukoić ból po stracie, chodziłam na spacery nad Wisłę z sunią moich Przyjaciół. Ona się cieszyła, bo ktoś poświęcał jej więcej czasu niż zwykle, a ja miałam znowu styczność z sapaniem, wąchaniem, wilgotnymi faflami…
Postanowiłam działać…
Zadzwoniłam do okolicznej hodowli bokserów i zapytałam o szczeniaki. Okazało się, że będą, ale dopiero za kilka miesięcy jak dobrze pójdzie, ale pani zaprosiła mnie do siebie byśmy się poznały i porozmawiały.
To co działo się kiedy tam dojechałam, NIGDY W ŻYCIU NIE ZAPOMNĘ!!
Ziemia zaczęła tętnić…, jakby pod kopytami galopenów!
Na widok mojego auta przy bramie, ruszyło w moim kierunku stado boksiów! Nie bałam się – pomyślałam wówczas, że jestem w Raju!! 🙂
Pobyty w tamtym miejscu były dla mnie swoistą boksioterapią w żałobie.
Po jakimś czasie niedługim okazało się, że jedna z nich 10-miesięczna Mata Hari zawędruje do mojego domu – na długie lata… do dzisiaj…

 

PS. Post ten pisałam rok temu…  Dzisiejszy dzień wygląda zdecydowanie inaczej. Zeszłego lata odeszły ode mnie moje pręgusy, solidarnie… tak jak żyły… jak jadły, jak się spierały i jak się bawiły… odeszły razem nieomal. W lipcowy deszczowy wtorek odszedł o rok starszy Bary, niecały miesiąc po nim, w sierpniowy, równie deszczowy wtorek… Mada. Zostawiły w domu nieopisaną pustkę i to poczucie, że żaden pies nie jest w stanie ich zastąpić.  To była już dla mnie kolejna czwarta strata, ale ta najbardziej bolesna, bo podwójna i po 12 latach wspolnego życia.

Niebawem minie rok… pozostał  smutek i żal, ale piekący ból w sercu jakby już mniejszy. Pomału robię miejsce, dla kolejnej boksi… i myślę, że jak los pozwoli… niebawem rozpocznie się kolejny etap –  z największą miłością mojego życia. Ale póki co… czekam… bo życie jest czekaniem… od narodzin po śmierć.

Caliente

 

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/swiat-boksera/boksery-moja-milosc-zycie-pasja/

3 Komentarze

  1. Valentine

    Miłość, życie, pasja… i o to chodzi…

  2. Basia

    Cudownie opisane..;)

  3. kochamyboksery

    Boksery to osobowość.Uwielbiam tą rasę psów,dla mnie są niezastąpione…Zawsze gdy mam zły humor bądź gdy jestem smutna – mój bokser potrafi mnie rozśmieszyć do łez. Zawsze jest, kiedy go ptrzebuję, a ja jestem zawsze kiedy on potrzebuje mnie 😉 Interesujący blog, tematy, spostrzeżenia, opisy…nic tylko czytać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *