«

»

Sie 06

Wydrukuj to Wpis

Atrakcje pod Parasolem

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

img7830h

Kilka dni temu odwiedziłam hotel Parasol w Nieporęcie. Hotel jak hotel… na zewnątrz wielka bryła, nie wiedzieć czemu mająca ściany wykończone balami z warkoczami słomy pomiędzy nimi,  żywcem z Podhala sprowadzonymi, ale wnętrze … wyjątkowej urody i klasy, co zapowiadają pokażnych rozmiarów szklane drzwi wejściowe,  przeniesione jakby z pałacu Królowej Śniegu.

Nie wnętrze natomiast było moim celem, a to co za budynkiem hotelu się kryje, a mianowicie miejsce rozrywki dla dzieci, pomyślane dosć ciekawie, przyznaję.

Teren zaadaptowany i przystosowany do jazdy akumulatorowych samochodzików, zabezpieczony barierkami, z sygnalizacją świetlną i znakami drogowymi w wersji mini. IMG_2970

Dalej dużych rozmiarów basen, po którym dzieciaki same lub z opiekunami, mogą pływać pojazdami wodnymi, kaczkami, łabędziami… frajda nie lada. Nieopodal stoją trampoliny, tutaj do oporu można się wyskakać,  żetony limitujące czas nie są tu potrzebne. No i ona… królowa każdego parku rozrywki – wenecka karuzela, z wyjątkowej urody osiodłanymi rumakami. Co prawda karuzela działa jedynie w weekendy, no ale jest.  Dalej alejka  prowadzi na molo i pomost, od którego odbija niewielkich rozmiarów stateczek, a bardziej łódź stylizowana na statek. Miło, przyjemnie rekreacyjnie… no właśnie…  to co jest nie tak? Hmm…

hotel-i-restauracja-parasol-nieporet-288012No okazuje się, że w tygodniu, kiedy ta karuzela nie działa, a jest jedynie scenerią dla sesji foto sukien ślubnych na przykład, można sobie dojechać bezproblemowo, wjechać na teren hotelu za darmo, zaparkować w dowolnym miejscu, wykupić dziecku żetony na atrakcje i cieszyć się spokojem i pobliską urodą Zalewu Zegrzyńskiego, co zresztą uczyniłam, a jakże. Ten idyllyczny obrazek nie zmącił nawet obiad w restauracji hotelowej, bo na dwa zamówione dania, oba były wyjątkowo smaczne – naleśniki z serem i owocami polecam, ale wątróbkę drobiową na rukoli…. polecam bardzo gorąco! Tak dobrze zrobionej wątróbki nie jadłam już dawno, choc przyznaję, że miałam do tej pory swoją ulubioną restaurację serwującą wyśmienitą sałatkę z wątróbką drobiową. Tak więc… same plusy – na tygodniu i owszem. 

A w weekend? No właśnie… ponieważ obiecałam córce przejażdżkę karuzelą, postanowiłam jechać w weekend i tutaj zaczynają się schody. Takiego korka na trasie do Nieporętu dawno nie widziałam, zupełny paraliż juz na rondzie na trasie Legionowo – Serock, a droga wzdłuż brzegu zalewu w kierunku Nieporętu, bardziej przypominała mi drogę na Hel niż nasza rodzimą mazowiecką. Te kilka kilometrów od ronda do miejsca, gdzie stoi hotel, pokonuje się w 3 minuty, wtedy jechałam 10 razy dłużej. Po obu stronach jezdni zupełnie wakacyjne obrazki, przynależne naszym „kurortom”, roznegliżowani ludzie, najczęściej tzw. blade twarze ( i nie tylko twarze), a każdy pan ze swoim napojem chłodzacym w postaci szklanej lub aluminiowej. Niektórzy już tak „ochłodzeni” tym napojem, że z wielką trudnością poruszali się poboczem. Dobrze , że prędkość aut oscylowała w granicach 10km/godzinę, więc o trwałe uszkodzenie ciała czy kalectwo trudno by było, jakby coś nie daj Boże… 

IMG_2965Po około 30 minutach dotarliśmy do bramy wjazdowej i tu… niespodzianka, mianowicie pan z ochrony pobierający opłatę wjazdowo-parkingową w wysokości 5PLN. No ok… nie majątek przecież, płacimy, a co tam.  Po zajęciu miejsca, pomiędzy innymi autami, nasze nozdrza miło połechtał zapach grillowanej karkówki. I nie wiem jak człowiek byłby najedzony, ten zapach działa na ślinianki zawsze tak samo i nader skutecznie. No i jednak… nasze powonienie nie pomyliło się ani trochę. Na tyłach hotelu w dużym brązowym drewnianym domku, na wielkim palenisku gotowała się do późniejszego łapczywego spożycia karkówka w towarzystwie kiełbasy i kaszanki – zestaw standard. I to akurat może kusić… taka karkóweczka dobrze zgrillowana spożyta przy stole pod parasolem, w cieniu… ok… lubię to jakby powiedzieli niektórzy, ale… dalej, jak sięgnąć wzrokiem, co mnie zadziwiło nie lada, prawie każda grupka plażowiczów, uzbrojona była w swój grill, swoje kiełbaski, no i swój dym owiewający i owędzający ich i nie tylko ich, rozgrzane słońcem ciała. 

IMG_2973Córka z upodobaniem korzystała ze wszystkich atrakcji, włącznie z karuzelą, wyszalała się, wybawiła, a ja… popatrzyłam na to mrowisko… powdychałam dym z dziesiątków małych przenośnych grilli, pomaszerowałam na molo i podest, bujający na wodzie niczym drewniana tratwa – oj… moj błędnik tego nie lubi…. oj nie… i postanowiłam, że posiłek to ja zjem jednak w restauracji hotelowej, bo skoro byłam zadowolona pierwszym razem, zaserwuję sobie więc wątrobkę po raz wtóry, bo czemu by nie? A poza tym, czy jest coś przyjemniejszego niż zjedzenie smacznego obadku na tarasie, w cywilizowanych warunkach, z serwetnikiem na stoliku?  Dla wielu zapewne są inne przyjemności, ja jednak wybrałam tą, gdyż sceneria tarasu stylizowanego na śródziemnomorze, wyjątkowo mi przypasowała. 

Parasol polecam serdecznie… ale jednak nie w weekendy… ten tumult ludzki potrafi zmęczyć.

 

Caliente

 

 

 

 

 

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/podroze-2/atrakcje-pod-parasolem/

1 komentarz

  1. Henryka

    Piękny opis , cudne miejsce i na pewno , gdybym mieszkała bliżej bywałabym tam 🙂 Dodam jeszcze ,że czytając ten tekst moja pierwsza myśl była – chciałabym być właścicielką tego miejsca i czytać to, byłabym dumna z tego zo stworzyłam , a inni to doceniają .Byłoby to dla mnie super reklamą , a ja na pewno dałabym jakiś bonus np.darmowa jazda samochodzikami przez sezon 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *