«

»

Cze 15

Wydrukuj to Wpis

Opel Insignia

5.00 avg. rating (99% score) - 2 votes

Widziałam ją kilka lat temu, kiedy to jako nowość i prawdziwe objawienie, pojawiła się w salonach sprzedaży Opla. Piszę „ją” bo dla mnie jest jak piękna, zjawiskowa kobieta. Na pierwszy rzut oka luksusowa, dopieszczona w szczegółach karoserii, przyciągająca oko świeżością i wyjątkową urodą linii, zachęcająca do podejścia, a jak kto odważniejszy… do wejścia do środka. Nie byłabym sobą, gdybym nie podeszła…, nie dotknęła, nie zajrzała, nie zagadnęła sprzedawcy. Pan okazał się profesjonalistą w pełnym tego słowa znaczeniu, dzielnie zniósł moje dociekania i mniej lub bardziej sensowne pytania, ale poszedł o krok dalej… wskazał mi auto na placu i zaproponował jazdę próbną. O tak! To było to co tygryski lubią najbardziej! Jednakowoż po zajęciu miejsc, miły pan sprzedawca uprzedził mnie, że w aucie znajduje się wyjątkowo czułe sprzęgło i…. zanim pan dokończył, przejechaliśmy pierwsze 100m do skrzyżowania, w efekcie czego pan sprzedawca spojrzał ze zdziwieniem na mnie, zapiął pasy i zapobiegawczo przytrzymał się uchwytu nad drzwiami pasażera.

To co poczułam wówczas na jeździe próbnej Insignią, długo nie czułam w żadnym aucie, do czasu aż ponownie po kilku latach do niej nie wsiadłam – uczucie jakby się płynęło, jakby pod kołami nie było żadnych nierówności, uczucie wyjątkowego komfortu jazdy! Nowinką jaką udało mi się przetestować w trakcie tamtej krótkiej jazdy była możliwość wypróbowania dodatkowych dwóch wariantów zawieszenia, twardego Sport i miękkiego Tour. To była czysta forma przyjemności z prowadzenia auta.  A wnętrze… pierwsze wrażenie po wejściu do środka i zajęciu miejsca kierowcy – wow! jakbym miała za chwilę pilotować samolot!

Auto z zewnątrz prezentuje się wyjątkowo atrakcyjnie, na myśl przywodzi luksusowe limuzyny, nie sposób oderwać od niego oczu. Wówczas, te kilka lat temu, dla mnie to była wręcz rewolucja w designie oplowym! Insignia wyróżniała się na ulicy spośród innych aut, a kiedy przyciągnęła Twój wzrok…, patrzyłeś i patrzyłeś, aż zniknęła na horyzoncie, ale zanim zniknęła… pokazała swój ciekawy niebanalny bok, z piękną subtelnie łukowatą linią dachu,  zaskakując dokumentnie swoim prawie jaguarowym tyłem z pięknie wykrojonymi tylnymi światłami. To było nie lada przeżycie, bo jednak przez lata całe przywykliśmy do zupełnie innego designu Opla.

Minęło 4 lata od premiery, a ona dalej się wyróżnia z tłumu aut na drodze, ale co najważniejsze, nie utraciła świeżości linii i atrakcyjności bryły, o wnętrzu nie wspomnę! Odkąd Insignia zagościła na naszych drogach, to we wzornictwie Opla IV generacji dużo się zmieniło, oj dużo. Linia dachu, wykrój szyby, światła tylne… to wszystko automatycznie kojarzy się z Insi – pięknie harmonijny tył – teraz to już Insignia wyznacza standardy designu.

Auto jakim miałam przyjemność jeździć miało benzynowy silnik 1.4 z mocą 140KM i uwierzcie… byłam zaskoczona jego dynamiką, elastycznością i przyspieszeniem. Na pierwszy rzut oka nie wyglądało mi to imponująco, bo liczby mówią same za siebie, zajęłam się więc w pierwszej kolejności wyjątkowej urody wnętrzem, pięknymi liniami wypełniającymi przestrzeń, wspaniałą kolorystyką jasno brązowych skórzanych siedzeń, urodą detali definiującymi styl Insignii.

Mogłabym pisać wiele na temat wnętrza, ale wystarczy spojrzeć na fotografie – ład, klarowność linii i łuków, powtarzalność rytmów. Miejsce pracy kierowcy zaplanowane w najmniejszym szczególe i dopracowane w najdrobniejszym detalu. Ergonomia wnętrza jest tutaj na najwyższym poziomie, jaki można sobie wyobrazić. Wszystko na wyciągnięcia reki, pomimo wielości przycisków i pozornego chaosu w panelu środkowym, po kilku chwilach obsługa panelu staje się intuicyjna – od góry duży ekran nawigacji, poniżej pokrętła do sterowanie radiem i CD, niżej subtelna „kieszeń” będąca jedynie szczeliną, na płytę z ulubioną muzyką, a pod nią, sterowanie dwustrefową klimatyzacją. W tej wersji wnętrza była zamontowana klapka zasłaniająca zapalniczkę i popielniczkę. Schowka na telefon komórkowy nie znalazłam, gdyż ta wersja wyposażenia miała możliwość podłączenia swojego telefonu poprzez Bluetooth do klawiatury na konsoli. Za dość oryginalną kierownicą, która jak mi się wydaje została zaprojektowana ewidentnie pod męską dłoń, umiejscowiono czytelne analogowe zegary prędkościomierza i obrotomierza, a pomiędzy nimi prostokątny elektroniczny wyświetlacz komputera pokładowego, wyświetlającego najważniejsze funkcje, typu: obecna prędkość, obecne spalanie, średnia prędkość na trasie, średnie spalanie na trasie, ciśnienie w oponach, przebieg ogólnie, przebieg trasy. Dostęp do menu jest prosty i nie wymaga wyjątkowych umiejętności, dostajemy się do tych informacji poprzez przekręcenie pierścienia na drążku kierunkowskazu.

Istotną sprawą w Insignii są fotele, wyjątkowo wygodne, jakby dopasowujące się intuicyjnie do sylwetki każdego kierowcy. Wygodnie siedzi się i niskiej drobnej kobiecie i wysokiemu postawnemu mężczyźnie. Siedzisko możemy sobie wyregulować w pionie poprzez wciśnięcie guzika z boku fotela, to samo dotyczy podparcia ud – wystarczy jeden ruch uchwytem pod i z boku siedziska. Regulacja oparcia jest banalnie prosta. Generalnie twardość foteli jest optymalna, skóra ma wentylację tak przydatną latem, a grzanie zimą. Po przejechaniu w nich około 1000 km ciało nie jest zmęczone i odrętwiałe.

Osobnym „smaczkiem” w Insignii jest możliwość wyboru twardości zawieszenia – bardzo praktyczna funkcja, która za naciśnięciem przycisku SPORT, usztywnia zawieszenie i bardzo wyraźnie zmienia amortyzowanie. Auto staje się twardsze, lepiej trzyma się nawierzchni, stabilniej wchodzi w zakręty, ale do tego dostaje jakby więcej mocy przy tej samej wysokości obrotów – jest to odczuwalne 2 s po naciśnięciu przycisku.

Wyjątkowo elegancko i luksusowo prezentuje się zabudowa przestrzeni pomiędzy fotelami, która jest jakby naturalnym przedłużeniem środkowej konsoli. Oprócz wyjątkowo ergonomicznego drążka dźwigni zmiany biegów, pasującego do kobiecej dłoni, który obsługuje się bez najmniejszych problemów, miejsca na napoje, zamkniętego przesuwaną roletką, mamy tutaj również pokrętło obsługi nawigacji, wyjątkowo wygodne rozwiązanie w trakcie jazdy samochodem i konieczności obsługi navi. Obok mamy przycisk hamulca postojowego, sterowanego elektrycznie, który to zabezpiecza samochód przed staczaniem się z pochyłości. By go „zaciągnąć” wystarczy delikatnie podnieść przycisk palcem wskazującym. Ruszamy delikatnie wciskając gaz, hamulec sam się zwalnia, umożliwiając płynne ruszenie z pochyłej nawierzchni, bez ryzyka staczania się.

Pozostaje mi jeszcze wspomnieć o tylnej kanapie i komforcie pasażerów tam siedzących. Otóż… ogólnie miejsca jest dość dużo, zdecydowanie wystarczająco dużo by wygodnie jechać nawet w długą trasę. Jak widać na fotografii, pasażerowie mają do dyspozycji bardzo komfortowe miejsca siedzące. Problemem dla wysokich osób, podróżujących na tylnej kanapie może okazać się zdecydowanie ostro opadająca linia dachu tuż nad ich głowami. To co zewnętrznie dodaje Insignii uroku, wewnątrz jest lekkim mankamentem, ale… w końcu wysoki pasażer może sobie siąść na przednim fotelu… nieprawdaż?

Wyjątkowej urody tylna kanapa jest bardzo wygodna i również wentylowana, a zimą podgrzewana, może pomieścić 3 pasażerów. Pośrodku zaś kryje pomysłowy schowek- stoliczek – półkę z uchwytami na kubeczki lub butelki. Wyjątkowo praktyczne rozwiązanie. Kanapę możemy asymetrycznie podzielić i złożyć do poziomu, co powiększy nam bagażnik z 530 l do … aż 1470 l. Jak na auto tej klasy i do tego w wersji nadwozia hatchback, to wynik doskonały!

Reasumując… Insignia spełnia wymagania każdego kierowcy, i tego bardziej wymagającego, a tym bardziej tego mniej. Jej bryła zadowoli oko każdego i to jeszcze przez długi jak myślę czas. Wnętrze natomiast… wygodne, estetyczne, przestronne, ergonomiczne, luksusowe. W wersji ze skórzanymi siedzeniami, można powiedzieć , że jest również wyjątkowo praktyczne i łatwe do utrzymania czystości.  Kierowca ma tutaj komfortowe warunki pracy, ja nie odczułam zmęczenia za kierownicą w ogóle. Pasażerowie również mają wyśmienite warunki do podróżowania, choć tylna kanapa z pewnością w wersji Sport Tourer (czyli kombi), zapewnia większy luz nad głową siedzącego. Dostęp do bagażnika jest zadowalający, w końcu gabarytów tym modelem nie woziłam, no bo on nie do takich zadań jest przeznaczony. Ale torby podróżne czy walizki wkłada się czy wyjmuje wygodnie i na dobrym poziomie, plecy się nie męczą. Klapa bagażnika otwiera się szybko i bez zarzutu, zamknąć ją można będąc i praworęcznym, i leworęcznym, gdyż uchwytów do zamknięcia jest 2, po obu stronach klapy.

Do silnika natomiast dostaniemy się dla odmiany… równie łatwo jak i do bagażnika. Klapa otwiera się sama na teleskopowym wysięgniku, na szczęście nie musimy tutaj zatykać pręta do przeznaczonego do tego otworu. Opel pomyślał o naszej wygodzie i … o moim manicure.

Benzynowa jednostka 1.4 – 140 KM jest nowym silnikiem, o niewielkiej pojemności do takich gabarytów auta, ale za to z dość wyśrubowanymi osiągami: od 0 do 100 km/h – niespełna 11 s, maksymalna prędkość – 205 km/h, spalanie dość przyzwoite, ale nieco większe od tego podanego przez producenta. W cyklu mieszanym palił mi ponad 8l / 100 km, ale za to jak przyspiesza na 4 i na 5 biegu, wyprzedzanie to czysta przyjemność!

Więcej informacji technicznych w linku poniżej:

Opel Insignia 

 

Caliente

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/opel/opel-insignia/

3 Komentarze

  1. Valentine

    Wszystko ładnie, składnie, profesjonalnie i… zmysłowo.

  2. forum detailing

    Świetne wnętrze ma nowa insignia.

  3. W.M.

    Dobra robota. Myślę, że Pani powinna pracować w jakieś redakcji motoryzacyjnej lub czasopiśmie o tej tematyce. Serio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *