«

»

Gru 01

Wydrukuj to Wpis

Wydmuszka…

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Jak wspomniałam w poście „Intuicja”, niepokoją mnie różne dochodzące do mnie sygnały, które analizuję i łączę w całość, to proces  intuicyjny, instynktowny, na którego przebieg, wielkiego wpływu nie mam.  Niektórzy postrzegają to jako moją wadę, latami całymi żyłam w przekonaniu, że mają rację, że takie analityczne podejście do życia jest co najmniej zbyteczne, a już z pewnością dziwaczne.  Z biegiem czasu, kiedy dorosłam i  doświadczyłam życia, jego słodyczy i goryczy, wiem, że to moja wewnętrzna ochrona, mój wewnętrzny głos, który odzywa się wtedy, kiedy już musi. Jeśli coś mnie „gniecie”, nawarstwiają się sprawy, a w tej chwili odczuwam taki stan, czuję wewnętrzny jakiś strach, niepokój, źle sypiam, śnię dziwne sny. Mój organizm się broni…, przede mną samą. Już wtedy wiem, że doszłam do miejsca, z którego można tylko zawrócić i to jak najprędzej.

Kiedy stoisz pod prysznicem, Twoje ciało otula ciepły strumień rozbryzgującej się wody, zazwyczaj mocno rozluźniający, a Ty czujesz otępienie i jakby pustkę w głowie, sercu i całej sobie, by po chwili z siłą strumienia zalać się łzami, to chyba nie jest dobrze… . Ale wówczas najważniejsze jest, by miarowo oddychać, bo można się utopić  i mówię to bardzo serio.

Ale co się dzieje, ale o co chodzi – ktoś może zapytać…, hmm…, no właśnie…

I dużo i mało zarazem. Czuję pustkę, bo wiele energii i pozytywnych emocji zaangażowałam tam, gdzie chyba nie powinnam. Ale taka refleksja przychodzi zawsze za późno, bo stało się to po raz kolejny. Tutaj mądrości we mnie za grosz, bo zawsze daję sobie nową  szansę i całą parą wchodzę w rolę „uzdrawiacza świata”. Tylko PO CO?? Czy ja nie mogę żyć sobie swoim życiem, z egoistycznym poczuciem pławienia się w dobrostanie, spokoju i radości?? Hmm…, no właśnie NIE!!Tego właśnie już nie potrafię, zbytnio angażuję się w ludzką niedolę, by po chwili czuć bankructwo emocji i sił życiowych. No ten typ tak ma.

Tak się zastanawiam… ile warte są moje starania, ile wart jest mój czas, moja energia… . Wszyscy znają powiedzenie, że coś jest tyle warte, ile ktoś chce za to zapłacić. No właśnie… podstawowe prawo rynku. A ile dla kogoś warte są moje starania, moja energia, moje rady, mój czas… no cóż… i tutaj bilans jest niezbyt pomyślny, bo teraz chyba nikt nie zapłaciłby za nie wiele. I jak ja się  mam z tym czuć?? No właśnie… i tak się właśnie czuję.

A może to zbliżający się czas świąt wprawia mnie w taki dysonans, może…kto to wie…, zapewne to też wpływa na mój nastrój bo dawno już wyrosłam z tej oprószonej śniegiem euforii ubierania choinki i kupowania prezentów. No bardzo wszystkich przepraszam, ale tak jest. Magia uleciała mi już dawno temu. Czy to typowe czy nie, że z biegiem lat i przybywających wiosen, nie umiem cieszyć się świętami? Hmm… Na samą myśl czuję ucisk w żołądku, ta atmosfera wymuszona, nieszczere życzenia, odświętność jaką się ubiera na siebie wraz z takim samym odzieniem. Gdyby nie szczera, nie udawana radość mojej córeczki, nie uczestniczyłabym w tym przedstawieniu. Tylko dla niej warto jest się postarać, tylko…, by zobaczyć jej roześmiane oczka i usłyszeć jej żywiołowy perlisty śmiech, o tak… 🙂
Kiedyś usłyszałam radę dobrą od psychologa zaprzyjaźnionego – Jak otaczają Cię toksyczni ludzie, chociażby w najbliższym otoczeniu, odetnij się od nich, poczujesz ulgę, odetchniesz…, przyjdzie nowa energia do życia. I co zrobiłam? Posłuchałam. I co się stało? Dokładnie to co miało się stać – odżyłam.  I coś mi się wydaje, że teraz powinnam zrobić dokładnie to samo, bo mój dysk wewnętrzny jest tak już przeładowany i zaśmiecony, że ledwo co pracuje, przegrzewa się, a wentylatory nie nadążają go chłodzić.

Ileż można płakać?? Ile czasu można żyć złudzeniem? Dlaczego oddala się mój cel, majaczący już gdzieś daleko na horyzoncie, czy on w ogóle jeszcze tam jest czy stał się fatamorganą jedynie? Czy ja mam wciąż ten sam cel? Jaki on jest w ogóle, bo już go zapomniałam…
Wiecie co to wydmuszka? No właśnie…, to ja się tak czuję jak taka wydmuszka – pusta i nieużyteczna.

Cieszy mnie jedynie to, że ten rok się już niedługo skończy, dawno już nie czekałam tak bardzo na koniec roku. Nie żeby w głowie mi było jakieś szaleństwo sylwestrowe, gdzież tam… . Po prostu wydarzyło się tak wiele w moim życiu, że już pod koniec listopada jestem bardzo zmęczona. Muszę to podsumować, przeanalizować, przemyśleć, wyciągnąć wnioski, wprowadzić niezbędne korekty, przewartościować niektóre sprawy, zrobić przekierowania moich sił, czasu i energii, rozpisać założenia na przyszły rok i … no właśnie… wypadałoby teraz napisać : zregenerować siły, by z nową energią wejść w Nowy Rok i tutaj… zawieszenie i zwątpienie zakończone pytajnikami – jak to uczynić??? Bo plan jest niezły, ale…

I na to pytanie jeszcze nie znam odpowiedzi. Bo trudno znaleźć w sobie siły kiedy czujesz samotność, pustkę i odrzucenie. A ten rok dał mi wszystkiego zasmakować, aż po krańce skrajności. Zobaczymy co da mi kolejny…2012… . Nadzieja jeszcze gdzieś się tli, ledwo ledwo…, ale jednak.

Caliente

 

 

 

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/ona-i-on-2/wydmuszka/

2 Komentarze

  1. Benia

    eeee gdzie tam pusta jak wydmuszka?? Czy pusta wydmuszka mogłaby napisać taki długi tekst? 😉 Na pewno nie!!
    Też miałam w swoim życiu taki grudzień…panicznie nie chciałam świąt! I nawet moje dzieci nie chciały…przyznaj że to jeszcze gorsze… Faktycznie było bardzo boleśnie i smutno, ale z roku na rok jest lepiej…mam nadzieję że kiedyś usiądę z moimi dziećmi i ich rodzinami przy wigilijnym stole i będziemy bardzo szczęśliwą rodziną…
    Bardzo tego chcę i życzę Tobie również takich szczęśliwych świąt.
    A jeśli chodzi o przyszły rok – na pewno będzie lepszy – o ile prognozy sie nie spełnią i nie będzie końca świata 😉 Tak czy inaczej trzeba przyszły rok wykorzystać na maxa pozytywnie! Czego Tobie sobie i wszystkim czytelnikom życzę 🙂

    1. Caliente

      No tak… jeśli nie będzie końca świata…., zabrzmiało optymistycznie jak nigdy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *