«

»

Gru 15

Wydrukuj to Wpis

Jestem kobietą

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

Jestem kobietą..., no odkrywcze to to nie jest… . Ostatnio usłyszałam, że jestem kobietą wyzwoloną. Hmm…, no nie przypominam sobie, by mnie ktoś wyzwalał ostatnio, ale…, może coś przeoczyłam, bo ja wiem? Z pewnością jestem kobietą, bo jak sobie pomyślę, jakie reakcję wzbudzam w ludziach (celowo nie piszę, że w facetach), to dochodzę do wniosku, że taką amplitudę doznań i emocji może zapewnić „człowiekowi” jedynie kobieta.

Potrafię rozśmieszyć, rozbawić do łez…, potrafię wzruszyć…, potrafię wprawić w zadumę, potrafię zaintrygować… no to akurat bułka z masłem, potrafię zdenerwować, a jakże – do tej pory naiwnie zastanawiam się dlaczego, ale niech tam, widząc po reakcjach niektórych… potrafię. Potrafię również rozjuszyć…, wywołać tornado, które zmiata wszystko co na swojej drodze napotka, hmm… – zastanawiam się czy to moja cecha osobnicza, czy może przynależna mojej płci.

Kiedy jestem spokojna jestem jak cichy szemrzący strumyk…, taki delikatnie opływający kamienie, co płynie wciąż do przodu z jednostajną siłą, Bez pośpiechu, w jednostajnym  rytmie… . Kiedy jestem zaniepokojona, zmartwiona, jestem jak woda w jeziorze, ciemniejsza niż w słoneczny dzień, niespokojna, nierówno pofałdowana przez wiatr. Kiedy jestem zdenerwowana czy przerażona, moja tafla wody tak bardzo odległa jest od tej spokojnej, nie przypomina jej w niczym, jest szarpana wiatrem i smagana deszczem, jest wówczas zimno, ciemno i źle…, w takiej wodzie można się utopić jak najbardziej, bo przyjazna to ona nie jest. Ale kto mnie zna, ten wie…, że ten szkwał jest krótkotrwały i szybko przynoszący spokój i bezchmurne niebo.

Czy to ja taka jestem, jak ta woda wciąż żywa czy każda kobieta jest taka właśnie? Czy to tylko mnie może byle kamyk w rozedrganie wprawić i moją taflę spokojną wzburzyć…?

No cóż…, chyba do takich refleksji dochodzi się z wiekiem…, tak więc… lubię swój wiek i to coraz bardziej.

Jakie to miłe uczucie, kiedy można na wiele spraw spojrzeć z dystansem, z perspektywy, a niejednokrotnie nawet już z boku. Ale czy 10-15 lat temu było to możliwe? Absolutnie nie. Wiec jeśli chodzi o tzw. dojrzałość emocjonalną i psychiczną…, to jest (przynajmniej subiektywnie na to patrząc, bo jak niby inaczej) coraz lepiej. Ale do doskonałości jeszcze mi daleko.

A reszta?? No cóż… fizycznie jeszcze nie jest tak źle, cały czas nad tym pracuję. Nie ma nic bardziej frustrującego jak młody duch w starym ciele, więc… staram się usilnie dbać o to ciało moje, koniec końców mam je jedno przecież – czyli w miarę lekkostrawna dieta, przyjemności kulinarne owszem, ale jeśli przyjemności stają się chlebem powszednim, nie są one już tak bardzo przyjemne, po prostu – czyli sporadycznie i na smaczek jedynie, wówczas docenia się tej przyjemności smak 🙂

Ruch…, koniecznie ruch…, ciało to maszyna, która jak nie pracuje, to się psuje…, stąd bóle stawów, szyi, głowy… już nie wspomnę o kręgosłupie. A dobrze spracowana maszyna jest wciąż w dobrej kondycji, byle by regularnie konserwowana i oliwiona.

No właśnie…, a propos konserwacji i oliwienia…

Co prawda daleko mi do prawdziwego rasowego hedonisty – choć… nigdy nie mów nigdy jak to klasyk powiedział – dlaczego niby nie – ale stwierdzam, że sprawianie sobie przyjemności jest… co najmniej … przyjemne 🙂

A dlaczego wyrzekać się przyjemności? W imię czego się umartwiać wiecznie? Bo tak nakazuje obyczaj?? Że bardziej pasuje obnosić się z cierpieniem, kwaśną niezadowoloną miną niż z uśmiechem i  poczuciem szczęścia obdarowywać innych, tym słonecznym promieniem radości??

Dlaczego by nie skupić się na sobie, egoistycznie sprawić sobie więcej niż symboliczną odrobinę przyjemności, niekiedy tak niewiele trzeba by poczuć się lepiej…

Ja czuję się wspaniale, choć daleko mi do figury i wyglądu Joanny Krupy, to jednak polubiłam swoją cielesną doczesną powłokę i zaczęłam ją w końcu rozpieszczać, w końcu zdecydowałam, że na to zasługuje, służy mi wiernie i bezawaryjnie (prawie) tyle lat i chciałabym by jeszcze posłużyła, dlatego postanowiłam dać jej nieco łakoci w postaci kąpieli borowinowo-błotnych, wizyt w solarium, masaży i zabiegów w profesjonalnym gabinecie odnowy.

I dokładnie tak mam zamiar się poczuć jak skończę zabiegi – odnowiona w swej powłoce 🙂 I nie wzrusza mnie głos malkontencki, że przesadzam, że po co to, że to wyciąganie kasy jedynie, że to tylko moja sugestia… . A nawet gdyby tak było – nic nikomu do tego…

Ale tak nie jest i to nie tylko sugestia. Już po kilku zabiegach skóra wygląda o wiele lepiej, jest napięta, odżywiona, nawilżona, jakby zdrowsza, o lepszym kolorycie i napięciu. Tak działają borowiny i algi z cynamonem. Cudny zapach…., mmm…. . A to jeszcze nie jest półmetek! 🙂

I tak na koniec…

Leżąc na łóżku zabalsamowana jak królowa Nefretete, otulona w kilka warstw izolacyjnych, by borowina działała w odpowiednio podwyższonej temperaturze, wpadając co rusz w błogą drzemkę, usłyszałam dziwne odgłosy dziecka. To było dziecię co na rehabilitację ruchową przyszło, gdyż zabiegi owe wykupiłam w miejscowym ośrodku rehabilitacji i odnowy. Pani rehabilitantka do niego mówiła, po głosie może 2-4 lata…, dziecko jedynie wydawało jęki…, niekiedy radosne, innym razem przepełnione niepokojem i bólem ćwiczenia swojego małego niepełnosprawnego ciałka…

Pomyślałam wówczas o swoich dzieciach…, dziękuję Bogu, że są zdrowe i silne…, że są w ogóle w moim życiu … . Tak niewiele trzeba by poczuć szczęście.  Nauczmy się je dostrzegać i o nie dbać…

I bierzmy przykład z hedonistów, a czemu by nie?

Caliente

 

 

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/ona-i-on-2/jestem-kobieta/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *