«

»

Lip 08

Wydrukuj to Wpis

Niepokoje…

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote
ListNadeszły wakacje…. człowiek ma mniej zajętą głowę wieloma szkolnymi obowiązkami… I myliłby się ten, kto by pomyśłał, że można sobie odpocząć, zrelaksować się, rozluźnić. Owszem… udało mi się to ostatnio, ale…  od kilku tygodni z rosnącym niepokojem obserwuję to co dzieje się wokół mnie, nie w domu, nie w mieście, ale ogólnie w kraju. Niektórzy mówią, że przesadzam, niektórzy bagatelizują sprawę, a jednak… moja intuicja jak dotąd niezawodna podpowiada mi, że nadchodzi niefajny czas.  Każdego dnia wstaję i… widzę co rusz nowe widoki i oczywiście nie mam na myśli mojego starego dębu za oknem.
Ponieważ wpadł mi w oczy list jednej z czytelniczek GW, postanowiłam go przytoczyć niemal w całości, bo nieznana mi kobieta, ujęła w nim swoje, ale i moje niepokoje. Wiem już, że ludzi, dla których słowa „wolność, prawo, demokracja” jest więcej i czują oni podobnie.
Poniżej ten list: 
„Kiedy wróciłam tu parę lat temu po kilkuletniej (z przerwami) nieobecności, zachwycałam się każdym małym sukcesem. Jechałam krajową „siódemką” i niemal płakałam ze szczęścia, że jest tak dobrze. Widziałam zmiany, jakie nastąpiły w moim miasteczku – i znów łzy wzruszenia.
A później przyszła refleksja – jeśli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?
Nie jestem katoliczką. Nie zostałam ochrzczona, nie ochrzczę również mojego dziecka. Mam szczęście mieć otwartych, radosnych, spełnionych przyjaciół (tak, jest to możliwe na polskiej prowincji). Nie boję się piekła ani innych straszydełek. A drżę.
Chazan kontra świeckie prawodawstwo
Najpierw był tzw. prof. Chazan. Lekarz o głosie wiejskiego plebana, jak i tamten wieszczący z ambony wieczne potępienie. W pewnym momencie swojego grzesznego życia przeżył nawrócenie (już to słowo stygmatyzuje swoim pejoratywnym wydźwiękiem; jeśli nawrócony, tzn., że był kiedyś na właściwej ścieżce, ale zboczył, a teraz się nawrócił i jest pięknie, śpiewają ptaszęta, ruczaj się zieleni) i, jak to mają w zwyczaju neofici, potępia w czambuł tych, którzy podążają jego dawną drogą.
Pal licho, jeśli dotyczy to tylko kolegów lekarzy. Branżowe niesnaski to nic nowego. Ale ofiarą jego wojny krzyżowej stała się pacjentka, która nie uzyskała pomocy u swego lekarza. W głowie mi się to nie mieści!Przecież ten mężczyzna expressis verbis wymówił posłuszeństwo państwu. Państwu i jego prawu, gdyż (jeszcze?) w naszym kraju obowiązuje świeckie prawodawstwo, które go wiąże.Sumienie? Ależ proszę bardzo, ale proszę sobie własnym sumieniem gęby nie wycierać! Co się robi z ludźmi, którzy łamią prawo kraju, w którym mieszkają?

W normalnych warunkach przeprowadza się proces i skazuje na mniejszy lub większy wymiar kary. Uniemożliwia dalsze popełnianie przestępstwa, czyli de facto zakazuje wykonywania dotychczasowych zajęć.

Patologia polega na tym, że za Chazanem stoi mało etyczna Komisja Lekarska i zapatrzona także we własne sumienie Hanna Gronkiewicz-Waltz. Całe szczęście, są jeszcze niezależne instytucje, jak Rzecznik Praw Pacjenta czy ministerstwo (brawa dla Arłukowicza!). Państwo, aby uratować resztki godności, musi pokazać silną rękę.

Presja ze stadionów do teatru

Druga sprawa to słynne przedstawienie teatralne. Widziałam fragmenty w internecie, czytałam całość w „Gazecie Wyborczej”. Zachwycona nie byłam. Nie powaliła mnie ta sztuka na kolana. Tym bardziej dziwię się tym tysiącom katolików, których powaliła, wkładając im do rąk różańce i inne szamańskie naczynia. Każąc zachowywać się jak banda nieokrzesanych łobuzów (zresztą, ramię w ramię z takimi nieokrzesanymi łobuzami). Podobało mi się (przez łzy), co powiedział Żakowski: że „presja fizyczna (…) prawicy (…) przeniosła się ze stadionów do świata kultury i nauki”. Ze stadionów i kościołów, dodałabym.

Kościół uważam za instytucję opresyjną. Był nią przez wieki, gdy musiał walczyć o władzę (papież, schizmy), o rząd dusz (wyprawy krzyżowe), o tajemnice koronowanych głów (spowiedź), o majątek watykański (celibat), o prymat w dziedzinach naukowych (inkwizycja).

Czasy się zmieniły i formuła tamtego Kościoła się wyczerpała. Powoli dobiega kres tej instytucji długiego trwania, która dopiero w 2012 r. oficjalnie wykreśliła tortury ze swego prawniczego kanonu. A skoro wygasa, to i wierzga. Zupełnie jakby dzisiejsi katolicy przypomnieli sobie tamte pełne przemocy początki swego Kościoła i wyruszyli na obronę swej oblężonej twierdzy (taki jest oficjalny tor myślenia w niektórych kręgach). Kościół to nie jest żadna oblężona twierdza. To dogasające zgliszcza, które wystawiły jeszcze na flanki ostatnią deskę ratunku w postaci wilka w owczej skórze, papieża Bergoglio.

Nie szanuję poglądów katolików

Nie, Kościół nie jest moim wrogiem. Tak samo jak nie jest nim Narodowy Bank Polski, WHO czy inna instytucja. Mam znajomych katolików. Ale właśnie przestałam szanować ich poglądy. Stało się to mniej więcej wtedy, gdy prezydent Poznania zdecydował się wycofać „Golgota Picnic” z maltańskiego line up’u. Mam tego dość! Narzucania mi cudzego punktu widzenia. Braku szacunku dla moich preferencji, ataków na moją moralność, której rzekomo nie mam prawa posiadać!

Gros protestujących, rzecz wiadoma, spektaklu nie widziało. Poseł Jaworski z PiS, którego może wstyd cytować, nawet humorystycznie, w odpowiedzi na pytanie, czy widział przedstawienie, które zgłosił do prokuratury, odpowiedział z dezynwolturą, że nie widział, bo nie chce się narazić na obrazę swych uczuć religijnych (przypomnę, że pozew dotyczy właśnie takowej obrazy, zatem Jaworski czuje się obrażony prewencyjnie?).

Nikt nikogo na ten spektakl końmi nie zaciągał. Trzeba było kupić bilet, i to drogi, wejść na teren festiwalu i obejrzeć. Zatem o obrazie uczuć religijnych mowy być nie może. Na tym sprawa powinna się zakończyć w normalnym państwie. A policja powinna wiedzieć, co robić.

I jeszcze ten podręcznik. Mnie nie przeszkadza hasło „Boże Narodzenie” w tekście elementarza (choć, przez wzgląd na tradycje rodzinne, życzyłabym sobie, aby wspomnieć także o Chanuce, a wielu chciałoby usłyszeć o narodzinach Mitry czy o Zimowym Staniu słońca), ale gdy słyszę taką wierutną bzdurę, jaką wypowiada prezes wydawnictwa Ordo Iuris, niejaki Stępkowski, iż chrześcijańska tożsamość kulturowa jest potwierdzona w konstytucji, chce mi się kopać, gryźć i drapać.

Gdy toczyła się wojna o preambułę, byłam w liceum, więc co nieco już do mnie dotarło. I pamiętam, że zrezygnowano z invocatio Dei, zastępując je ładną formułą, iż zarówno „wierzący w Boga, jak i niepodzielający tej wiary” są równi wobec państwa. Wszak „uniwersalne wartości” można czerpać z wszelakich źródeł, podobnie jak chrześcijaństwo pełne jest zapożyczeń z innych kultur i religii.

Obudźcie się, dobrzy ludzie!

Kiedy to wszystko się stało? Ano, przespaliśmy, drodzy niekatolicy, całe dwudziestopięciolecie. Nie mogę pamiętać walki o ustawę aborcyjną czy o religię w szkołach, byłam za mała. Ale pamięta je mój mąż. Pamięta, jak krok po kroczku Kościół zabierał co nie swoje, zgodnie z polityką szczwanego lisa.

Jak księża, gdy już nauczali katechezy w szkołach, na początku woluntarystycznie, nagle zażądali za nie zapłaty, wszak byli pracownikami. I to nie pensji z Watykanu, jak nakazywałaby logika, ale ze skarbu państwa. Nie mogli żądać wszystkiego naraz. Dopiero teraz, po 25 latach, dotarli do punktu, gdy stawiają warunki (religia na maturze).

W polskich szkołach nagminnie łamie się prawo, każąc rodzicom podpisywać „niezgodę na uczęszczanie na religię”, gdy tymczasem to „zgodę na religię” należy zgodnie z prawem podpisywać.

Ale zaczyna się ferment. Powoli, najpierw widzę go wokół mnie. Koleżanka, której bliźniaczki we wrześniu idą do zerówki, nie zamierza takiej niezgody podpisywać. Gdy dyrekcja będzie protestować, wejdzie na drogę sądową. I wygra. Tak samo jak udało jej się wygrywać głupie spory z przedszkolankami, które jej córeczki obsadzały w jasełkach. Jestem pewna, że my też o wolność naszego dziecka, które na razie ma kilka centymetrów i siedzi w moim brzuchu, będziemy walczyć. Bo po 25 latach – walka zaczyna się na nowo.

Czas się ocknąć, drodzy niekatolicy. Owszem, my jesteśmy zawsze ci mili, grzeczni i uprzejmi, jakbyśmy się bali być nadto widoczni. Jednak, jeśli będziemy wzruszać ramionami, zabiorą nam i naszym dzieciom wszystko. Nie wolno ich wpuszczać nawet na milimetr. Nigdzie. Obudźcie się, dobrzy ludzie! Reagujcie, protestujcie, piszcie! Bez Was to się nie uda. To jest też nasz kraj.”

Serdecznie pozdrawiam anonimową Czytelniczkę, jednocześnie dziękując jej za odwagę i jasność racjonalnego myślenia. Jest nas więcej, wiem o tym.

Caliente

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/nonsens/niepokoje/

1 komentarz

  1. Bradford

    Incredible points.Great arguments. Keep up the good effort.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *