«

»

Lip 31

Wydrukuj to Wpis

Uśmiech wojownika

4.00 avg. rating (89% score) - 1 vote

Zaczął się kolejny dzień mojego życia, słoneczny, letni, pogodny, choć to już ostatni lipcowy. W domu cisza, zegary rytmicznie tykają, odmierzając czas minuta po minucie, niezmordowanie w tym samym rytmie, córka śpi porannym snem, syn… mój dorosły już syn, który dał mi w okresie dojrzewania tak wiele skrajnych emocji, pojechał do swojej pracy – jest fotografem – wrażliwa dusza i wyjątkowo wyrafinowany umysł… – taka kompilacja może dawać wiele satysfakcji matce, oj wiele!

Sunia po porannej dawce leków, nakarmiona spokojnie śpi. Ja znowu piszę… znowu chcę się dzielić swoimi myślami, znowu chcę dać kawałek siebie innym…

Na dobry początek dnia włączyłam coś, co niewielu słucha  przed godziną 8.oo rano, a mianowicie Metallica – Nothing Else Matters, dla niektórych muzyka nie do strawienia a jeszcze o tej porze!? Ale ilu z nich zna jej słowa? Myślę, że niewielu… a szkoda. Później Nirvana…, Linkin Park… energetyczna muzyka, przenikająca mnie i nastrajająca pozytywnie. To jest dla mnie poranna filiżanka kawy.

Ukojona spokojną muzyką, naładowana energetycznie tą bardziej rytmiczną, powitana miło przez znajomych, jestem wyciszona i pełna nadziei, że ten ostatni lipcowy dzień będzie przebiegał w miarę spokojnie od poranka do wieczora, pomimo zaplanowanych już czynności do wykonania i spraw do załatwienia.

Lubię takie momenty, tak niewiele ich jest w naszym życiu… a to błąd! Jak miło jest dopieścić się od rana tym co lubimy, co sprawia nam przyjemność, co wprowadza nas w stan błogości, koi wewnętrznie – dla jednych jest to muzyka, dla innych ulubiona kawa, dla jeszcze innych jeszcze co innego, ważne jest, by nie rezygnować z tej odrobiny radości, która może nas pozytywnie nastroić na cały dzień zmagań z otaczającą nas rzeczywistością. Bo dlaczego by nie zjeść swojego ulubionego śniadania na tarasie w porannym słońcu, tylko w kuchni przy blacie? Dlaczego nie pomruczeć sobie z zadowolenia i wewnętrznego ugłaskania, nie nacieszyć się tą chwilą?

Myślę, że właśnie nawet trzeba!  Słyszeliście jak mruczą koty kiedy są zadowolone?? To wyjątkowej urody pomruk, taki wewnętrzny, prawie z przepony, taki głęboki… uwielbiam ten odgłos, nie znam lepszego sposobu na okazanie zadowolenia, więc idąc w ślady kotów, mruczę kiedy mi dobrze.

(…)

I faktycznie… spokojnie mija ten dzień, zakupy zrobione, leki wykupione, obiad smaczny się gotuje, sielankowo nazbyt coś…, ja również wyciszona i zrelaksowana, umówiona wcześniej, udałam się na zabieg algowy, godzina wyszarpnięta zbyt pośpiesznemu życiu. Obłożona słonymi algami na górę ciała, a cynamonowymi na dół, leżałam tak i drzemałam sobie, aż wybudził mnie z letargu przeraźliwy, przenikliwy i nieustający płacz dziecka.  Zanim zostałam oswobodzona z foliowej otuliny, minęło jeszcze około 20 minut i powiem Wam, że to było najdłuższe 20 minut w moim życiu – klasyczna chińska tortura. Czułam jak płacz dziecka podnosi moje ciśnienie i robi mi się coraz bardziej gorąco, a uczucie to potęgował elektryczny koc, którym byłam otulona. Uff… było gorąco!! Po skończonym zabiegu, wyszłam z gabinetu i spojrzałam w zapłakane oczka małego wojownika… piękne turkusowo-niebieskie oczy 5-miesięcznego chłopca, który płakał ze złości i z niezrozumienia sytuacji, to był klasyczny płacz protestu.I w jednej chwili zrozumiałam to małe stworzonko… , uśmiechnęłam się więc do niego i dostałam w rewanżu piękny niemowlęcy uśmiech, zapamiętam go długo…

Uśmiech młodego wojownika…

 

 

Caliente



  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/day-by-day/usmiech-wojownika/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *