«

»

Lip 20

Wydrukuj to Wpis

Po burzy…

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

126225_deszcz_wysoka_trawaOstatnie dni były upalne, duszne, nabrzmiałe nad wyraz od ciepła, zapachów, a tym samym i moich emocji. Czuję się cześcią tego świata i to bardzo namacalnie.
Apogeum przyszło wczoraj, kiedy na porannym spacerze z psem, będąc na łące, zaczęłam kichać, dyszeć i cięzko ziać wtórując  w tym psu.
Na darmo wyglądać cienia… zaczęłam się wewnętrznie i zewnętrznie gotować. Stan, jakiego nie cierpię!  Staję się mocno zniecierpliwiona, poirytowana, gotowa ugryźć…

Po długim wyczekiwaniu…. wreszcie spadł deszcz…
Cudownie było w porannym dosypianiu usłyszeć ten charakterystyczny szum za oknem. Dawno już nie zerwałam się tak radośnie z łózka, chciałam to widzieć,  jak dziecko patrzyłam jak pada z każdego okna domu. Słuchaliście kiedyś odgłosu deszczu na poddaszu? Zawsze wydawało mi się, że to niezwykłe, magiczne miejsce… inaczej słychać padający deszcz, krople uderzają w zadaszenie, jest się tak blisko tego dźwięku…
Otwarte w nocy okna dawały przewiew, teraz trzeba było zamknąć by deszcz nie wdarł się do środka… bo duże krople w kilka chwil zmieniły się w ulewę, sprawiając przyjemność nie tylko mnie, ale kazdej roślinie za oknem.

Co za ulga… co za świeżość… można odetchnąć, ciało nie jest nabrzmiałe, a już głowa lekka… wspaniały stan 🙂
Szare niebo wydało mi się dzisiaj piękne… jednostajnie szare, bez zapowiedzi sensacji burzowych, takie typowo zaniesione… a niech tak sobie dzisiaj będzie – pomyśłałam.
I tutaj niespodzianka… nagle zapanowała przeszywająca cisza. .. deszcz ustał, ptaki wstrzymały oddech, jakby w oczekiwaniu….
Nastąpił jeden błysk na jasno szarym niebie, jakby flesz z fotoradaru…
Po kilku chwilach głuchej ciszy, gdzieś w oddali zamruczała burza… mmm… uwielbiam te pomruki… jakby z gardzieli wielkiego dzikiego zwierza… przeszywające dreszczem, zostawiające niedosyt…
Chciałoby się więcej i więcej….
Przyszło więcej…. ale zdecydowanie za mało by mnie zaspokoić, bo czy trzy grzmoty są burzą czy nią nie są?

slonce_deszczPołudnie… w okolicznym kościele dzwonią dzwony… niedziela…

A ja mam kolejny dzień spokoju, relaksu, luzu psychicznego i ładowania akumulatora muzycznie i nie tylko.
Co prawda wokół mnie wrze… tyle się dzieje… ale pomału nauczyłam się już żyć w takim świecie.
Najważniejsze by potrafić się w czas wyłączyć.
Co prawda nie zawsze mi to wychodzi i… pierwiastek mojej energii niejednokrotnie uruchamia masę krytyczną… (tak się działo kilka dni temu), ale na szczescie to zjawisko przejściowe, choć sinusoidalne. Tetaz tylko trzeba popracować nad częstotliwością i amplitudą… bo to ma niebagatelne znaczenie dla stanu mojej równowagi emocjonalnej.

Świadomość…. taak….. świadomość tego mam… ale czy burzę da się zatrzymać kiedy ona już mruczy?
Pomruki są ostrzeżeniem – nadchodze… dam Ci ukojenie, ale bądź ostrożny, nie zbliżaj się, zachowaj dystans… wygrzmię się, wyszaleję mniej lub bardziej intensywnie i odejdę w ciszy…
Ale teraz jestem tutaj, wiedz o tym.

Znowu zagrzmiało… wspaniałe uczucie móc ją słyszeć w oddali, ten dźwięk przeszywa mnie na wskroś i przepełnia moją potrzebę obcowania z żywiołem, choć tak marginalnie… ale jednak.
Ptaki już się odzywają i dokazują, odzyskały pewność siebie i ochotę do swawoli 🙂
Bo może to już jest po?
A może to jedynie antrakt przez drugim aktem?
Niezależnie jaki to moment, test to chwila zawieszenia, jakby załamania czasu… wietrzna, szumiąca listowiem okazałego dębu… chwila wstrzymania oddechu i oczekiwania na więcej.

Zdjęcie-1760No i przyszło więcej… w kilka godzin od pierwszej, przyszła druga… intensywna, bardziej zdecydowana, o silniejszych  wyładowaniach, groźniej brzmiących, przypominających strzały, mega trzaski, nie tylko łomot na nieboskłonie. Wiele osób burzy się boi, ale… mnie do niej ciągnie… i  jako zupełnie nieodpowiedzialna, zapiełam psu smycz i poszłam na łąki ku burzy…. 🙂

Niebo było intensywnie niebieskie, hipnotyczne wręcz… nad horyzontem gęsto było od chmur. Łąka dzisiaj jakby dla mnie łaskawsza, komary mniej zajadłe… a łąki ukwiecone fioletową koniczyną.

Pięknie 🙂

Poźniej była kolejna… i kolejna…. i tak cały dzień… Bardzo na to czekałam… nie  wiem jak to tłumaczyć, ale  burza bardzo pozytywnie na mnie wpływa… czuję się jak nowo narodzona, pełna energii i chęci do życia.

 

Bo czyż po burzy nie jest tak, jakby świat zaczynał się od początku na nowo? 

Zastanawiałam się… jak bardzo jesteśmy podatni na to co się dzieje w przyrodzie, jak bardzo jesteśmy pod wpływem dobrej czy złej aury, jak bardzo ona  na nas wpływa, jak duży i na ile realny ma na nas wpływ. Czy jesteśmy w stanie kontrolować to zjawisko i jak to robimy? 

Ja póki co…. nie nauczyłam się tego kontrolować… może te nauki są jeszcze przede mną?

 

Caliente

 

 

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/day-by-day/po-burzy/

1 komentarz

  1. uleczka

    Przepięknie-;))) Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *