«

»

Cze 28

Wydrukuj to Wpis

Jak automat poskromił złośnicę…

4.50 avg. rating (93% score) - 2 votes

No i stało się! Zapamiętam ten dzień na długo, bo to co przeżyłam wczoraj jest dla mnie – kobiety, upartej kobiety dodam, przełomem w moim myśleniu, podejściu do motoryzacji, a przede wszystkim do mojego własnego uporu opartego na zjawisku w sumie to od lat mnie drażniącym, a mianowicie  – niewiedzy! Ale po kolei…

Od 23 lat posiadam prawo jazdy i z wielką namiętnością prowadzę auto. Kiedy inne panie jeżdżą sobie „lajtowo” do pracy i z pracy, z dziećmi do szkoły czy na zakupy i z powrotem czy jeszcze inaczej okazjonalnie, ja jak ten niemalże kierowca TAXI, od lat przejeżdżam zdecydowanie więcej niż średnia krajowa (to wcale nie są przechwałki, bo mierząc się „na rękę” – tzn na przebieg, z niejednym moim znajomym, z tego pojedynku wychodziłam zwycięsko!). Lubię to… muzyka w radiu, szeroki horyzont i bezkres przede mną… prowadzenie auta wprowadza mnie w stan relaksu i daje złudne poczucie wolności, ten typ tak ma po prostu.

Jeżdżąc różnymi markami (nie żeby było ich nadmiernie dużo, bo znam takich kierowców co mają dorobek zdecydowanie większy od mojego), instynktownie wybierałam auta z manualną skrzynią biegów, bo : 1. uczyłam się jeździć na takiej skrzyni, 2. opanowałam ją teoretycznie i praktycznie w stopniu zdecydowanie dobrym, 3. przyzwyczaiłam się do harmonijnej pracy lewej nogi z prawą ręką, 4. jak to mówią – kobieta to lubi jak ma co trzymać w dłoni, 5. a tak na koniec to – nie było powodu by było inaczej.

Z automatyczną skrzynią biegów jako nowinką zetknęłam się w praktyce jakieś około 10 lat temu, kiedy to szwagier zakupił auto, jakie podobało mi się niezmiernie, a mianowicie Volvo XC90. Jakie Volvo jest każdy widzi, więc nie będę się rozwodzić nad jego urodą, natomiast muszę wspomnieć o tym, że jako jedyna kobieta w rodzinie dość licznej w niewiasty, dostąpiłam zaszczytu, przestawienia auta z miejsca na miejsce, gdyż męska część rodziny „wczorajsza” była z okazji biesiady świątecznej. Tak więc… wręczone mi zostały komisyjnie kluczyki i wydana komenda – PRZESTAWIĆ.

Zajęłam miejsce strategiczne na kremowym fotelu, zaciągnęłam się zapachem skóry, położyłam ręce na kierownicy, by po chwili moją prawą dłoń ułożyć na drążku (wiadomo jakim) i… zaskoczenie!  O rany! To jest automat!!! No i panika w oczach i w całym ciele oczywiście, bo…. nie ma sprzęgła!!  No pięknie, no! I co teraz? Jak rodzinie powiedzieć, będąc takim babskim specem od motoryzacji, że… ok… autko ładne… ale nie przestawię do szwagrowi, bo nie ma skrzyni manualnej! No wtopa wielka by była, nie ma to tamto, nie mogłam sobie na to pozwolić, ja tam nigdy nie pękam. Tak więc, usłyszałam kilka zdań instrukcji i… pojechałam.

Nie będę opisywać co działo się w moim mózgu w trakcie tej krótkiej jazdy okraszonej wieloma manewrami, ale… auto nie ucierpiało i to był dla mnie wielki sukces.

Z automatem jak się potocznie nazywa automatyczną skrzynię biegów stykałam się wbrew pozorom wielokrotnie, w różnych autach, ale… unikałam już po tym sławetnym przeparkowaniu Volvo, wsiadania do nich, a tym bardziej ich uruchamiania. Mój mózg, który zapamiętał wiele czynności w trakcie obsługi auta ze skrzynią manualną, nie chciał inaczej…, bronił się zajadle. Aczkolwiek – z jednej strony odrzucałam chęć jazdy „czymś takim”, ale z drugiej strony wciąż miałam taką świadomość, że jest coś, czego nie potrafię i wciąż się przed tym jak ta baba głupia , wzbraniam. Kilka razy podjęłam nawet dyskusje na ten temat, prosiłam o teorię, o wytłumaczenie różnic w obsłudze, a przede wszystkim o cenne wskazówki co robić ze swoją lewą nogą, skoro nie ma pedału, który ta mogłaby obsługiwać?

Teoretycznie się wyszkoliłam, nie powiem… Im więcej ludzi zagadywałam o „automat” tym częściej słyszałam ochy i achy na jego temat. Powiem wprost, że zaczął mnie lekko irytować stan, w którym tak wielu mi mówiło, że coś jest banalnie proste w obsłudze, a ja… dalej jak ten osioł upierałam się, że ok… ale to nie dla mnie.

No i stało się…

Przygotowana psychicznie jak na przekłucie pępka chociażby, wsiadłam wczoraj do Opla Insignii. Czekałam na ten moment, bałam się go, ale na niego czekałam z niecierpliwością. Wiedziałam, że jeśli chcę pojechać tym autem, a bardzo chciałam, muszę opanować manewry w stopniu o wiele wyższym niż te 10 lat temu, bo przecież trzeba będzie wyjechać na miasto w korki! No i przede wszystkim… opanować dwa odruchy : 1. lewa noga szukająca pedału sprzęgła i 2. prawa ręka z błogością wędrująca na drążek zmiany biegów.

No i…. czego to człowiek (kobieta) nie jest w stanie zrobić!!?? Kwestia tylko motywacji i … dobrego nauczyciela, który wytłumaczy i pokaże, że jest przepełniony wiarą, że mi się uda. Za to tej osobie serdecznie dziękuję!! 🙂

I jak żaden automat nie dał rady złamać mojej 23-letniej miłości do manuala…, tak Opel zrobił to w białych rękawiczkach, owładnąwszy moim mózgiem zupełnie i bez reszty, bo dla silnika o mocy 250KM byłam gotowa zrobić wszystko… nawet nauczyć się jechać automatem. Co prawda przy każdym skrzyżowaniu czułam jak bardzo napiętą mam lewą nogę, ale nie zdarzyło mi się ani razu wyrwać z nią w odruchu hamowania! I to jest dla mnie wielki sukces. A praktyka czyni mistrza, więc wiem, że gdybym miała auto z taką skrzynią biegów, opanowałabym to w stopniu na tyle doskonałym, by przestać tęsknić do drążka zmiany biegów.

(…)

Po tygodniu od tej spektakularnej premiery, dopisuję PS…

Otóż… mając możliwość poruszania się dwoma autami, praktycznie równolegle, stwierdzam, że w tzw. automacie moje skupienie, wyciszenie, zrelaksowanie jest na wyższym poziomie niż w mojej własnej tak bardzo lubianej przeze mnie manualnej Vectrze. Mój mózg zaakceptował stan „odstawienia” lewej nogi, w automacie pracuje tylko prawa, ale nie powiem, bym bardzo cierpiała z tego powodu, szczególnie w korkach.  Manual natomiast… no cóż… odczytuję to w tej chwili jako jakiś swoisty bałagan w pracy nóg, co rusz napięta łydka i udo lewej nogi, łapię się w sytuacji, kiedy odstawiam tą lewą nogę i… no tak… tutaj bieg sam się nie zmieni, tutaj trzeba wcisnąć sprzęgło i ruszyć tym drążkiem z miejsca, w automacie natomiast… zmieniamy ułożenie drążka jedynie w sytuacji włączenia biegu wstecznego i parkingowego. Wygoda i klarowność.

Pozwolę sobie zacytować również wypowiedź znalezioną w necie na temat automatycznych skrzyń, pod którą się zdecydowanie podpisuję:

” Dlaczego mam się męczyć za własne pieniądze?
Jeździłem i posiadałem różne auta (bardzo mocne, takie sobie i klekoty) wszystkie na manualu. Prawie trzy lata temu postanowiłem spróbować automatu i nie żałuję, a wręcz nie chcę auta ze skrzynią manualną. A dlaczego? Spokój i przyjemność jazdy są nieocenione a szczególnie sprawdza się to w korkach, które ostatnio były nagminne. Owszem pali więcej ale przyjemności muszą kosztować.
Jak ktoś chce jeździć dynamiczniej musi mieć bardzo mocne auto lub skrzynię typu DSG, która zmienia biegi szybciej niż przeciętny kierowca.
Co do awaryjnosci i dostępu do serwisu – awaryjność żadna (Mój Saab ma 280 000 km), a serwis jest (w Trójmieście) pierwsza klasa. Oczywiście przy ułańskiej fantazji i braku wiedzy użytkownika i ” pana Henia – mechanika” da się pewnie automat zarznąć w krótkim czasie.
Ważne!    AUT Z AUTOMATEM NIE MOŻNA HOLOWAĆ chyba że ma się kaprys kosztujący parę tysięcy złotych.  N (neutral/luz) służy tylko do przetaczania auta.”

Tak więc… zanim ktoś skrytykuje automatyczną skrzynię biegów, niech zada sobie odrobinę trudu i niech ją pozna w praktyce, a nie tylko w teorii i to z obiegowych opinii tych, co nigdy takiej nie obsługiwali, a narzekanie na każdą nowinkę technologiczną, leży w ich naturze!

Napisałam te słowa z pełną odpowiedzialnością, gdyż do niedawna byłam w tej właśnie grupie użytkowników, co nie znają… a krytykują!

 

Caliente

 

 

  • Facebook
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Live
  • LinkedIn
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Dodaj do ulubionych
  • email

Permalink do tego artykułu: http://icaliente.pl/auto-moto/jak-automat-poskromil-zlosnice/

2 Komentarze

  1. Gniewko

    No proszę…czyli automat nie taki straszny jak go opisują. Gratuluję nowego doświadczenia.

  2. Mariusz

    Mam automat. Kiedys bardzo się przed tym broniłem, bo słaby start, nie mozna szybko i dynamicznie jeździć ale kumpel namówił mnie, kupiłem i …. teraz tylko automat. Spokój w korach, rece mozna zająć czyms innym ( a przynajmniej jedną z nich), pojeździć tez można bo ma „S” i trochę koni. A może to człowiek staje sie bardziej leniwy chociaż dlaczego odmawiać sobie wygody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *